14 maja, skoro świt, Main Street

Awatar użytkownika

Lizzy

@Saycia | 36 postów

Wyt

0

Sil

0

Zmy

0

Cha

0

Zre

0

Int

0

Szc

0

Przy sobie

Mały różowy plecaczek wypełniony najcenniejszymi przedmiotami czterolatki
Pełnia zdrowia
1
Dzisiejszego ranka obudziłam się wraz z pierwszymi, nieśmiałymi promieniami słońca. To był ważny dzień - dzisiaj dorośli mieli wyjść za mur, na jakieś ważne wydarzenie. Do ostatniej też chwili miałam kłębki nadziei, że uda mi się zakraść do samochodu i wyruszyć razem z nimi.
Było jednak za późno.
Leniwie otworzyłam najpierw jedno oko, potem drugie. Na policzku czułam resztki zaschniętej śliny po spaniu z otwartą buzią. Jednak na łóżku obok widziałam tylko ładnie zaścieloną pościel.
Zerwałam się z łóżka. Część obozowiczów zapewne jeszcze chrapała, pozostali już wyrwali się do swoich codziennych obowiązków. A ja zostałam z wizją, że znowu zostałam zostawiona.
Zerwałam się z łóżka, zrzucając za sobą poduszkę i kołdrę. Sprawdziłam jeszcze dla pewności, czy Claire nie schowała się pod łóżkiem, albo nie skrywa się gdzieś w rogach baraku. Witała mnie jednak zwykła pustka tego miejsca.
Miałam na sobie dwuczęściową piżamkę, zapewne nieco za dużą jak na moje małe ciałko. Nawet nie głowiłam się tym, żeby założyć buciki, tylko w skarpetkach pognałam ku wyjściu z miejsca sypialnego.
Targałam nogawkami po ziemi, jeszcze przez chwilę wzbraniając się przed płaczem, co by nie wybudzić ostatnich śpiochów z tych kilku ostatnich minut snu. Wybiegłam na Main street, jednak nawet tutaj, przy bramach, nie byłam w stanie dostrzec żadnego auta. Dopiero teraz rozpacz zaczęła mnie rozrywać, a krokodyle łzy w towarzystwie łkania zaczęły spływać po moich policzkach.
Pobiegłam wzdłuż ulicy, w kierunku drugiej bramy, skąd wydawało mi się, że mogłam jeszcze słyszeć dźwięk silnika (a może była to moja wyobraźnia?). Obraz miałam rozmazany przez płacz, ciałko jeszcze nie zdążyło się dobrze wybudzić, więc pewnie przypominałam niejednego starszego pana wracającego z późnej popijawy, gdy stawiałam kolejne niezgrabne kroki. I wtedy musiało się to wydarzyć - potknęłam się o za długą nogawkę, lądując na ziemi, gdzie ostatecznie już wpadłam w histerię, płacząc na środku drogi.

@Kate Lawson

14 maja, skoro świt, Main Street

Awatar użytkownika

Wyt

1

Sil

1

Zmy

0

Cha

1

Zre

1

Int

0

Szc

1

Przy sobie

Ekwipunek widoczny:
- Kij baseballowy z aluminium
- Łuk bloczkowy
- 14 strzał kompozytowych w kołczanie
- Krotkofalówka

Plecak sportowy:
- Multinarzędzie
- 1 puszka konserwy
- 1 butelka wody
- Leki przeciwbólowe
- Mapa Breckenridge i okolic
Pełnia zdrowia
2
Od kiedy Lucy wybyła z obozu, Kate nie mogła sobie smacznie drzemać do normalnej godziny jak normalna osoba. Zamiast tego nabierała butelkę chłodnej wody z baru, wrzucała tam coś pokroju mięty albo jabłka, coś co nadałoby jakiś posmak tej wodzie i ruszała na obchód obozu. Zwykle była to robota Lucy, ale skoro jej nie było...to chociaż tak mogła wspomóc obóz gdy jej nie było. I wtedy zobaczyła z daleka małą Lizzy, latającą w piżamie po obozie jakby szukała kogoś. Stanęła zaciekawiona, jedynie spoglądając na nią, kiedy tak biegała po obozie, ale w końcu przystanęła...a raczej wyrżnęła się na glebę.

- Dzieci. - powiedziała zadowolona, jakby to słowo znaczyło w jej przypadku zupełnie coś innego, aniżeli każdy inny by tak powiedział. Podążyła w jej kierunku niepośpiesznie, bo raczej nie stało się nic poza rozwaleniem sobie nosa lub złamania zęba. Kate nie uważała to za powód do paniki. Gdy w końcu do niej dotarła przykucnęła i zatrząsnęła lekko jej ramieniem.

- Easy Lizzy. - powiedziała spokojnie chcąc ją uspokoić. No cóż, wedle 99% obozu Kate powinna trzymać się ze swoją osobą jak najdalej od dzieci, ale wiele się zmieniło w jej życiu od czasu posterunku. W dodatku może być świruską, ale dziecka by nie skrzywdziła...no chyba, że w samoobronie.

- Co jest młoda? Zgubiłaś zabawkę? - zapytała spokojnie.

@Lizzy
Obrazek

14 maja, skoro świt, Main Street

Awatar użytkownika

Lizzy

@Saycia | 36 postów

Wyt

0

Sil

0

Zmy

0

Cha

0

Zre

0

Int

0

Szc

0

Przy sobie

Mały różowy plecaczek wypełniony najcenniejszymi przedmiotami czterolatki
Pełnia zdrowia
3
Nie zwracałam uwagi na nic, co działo się ulicy, tak długo jak mijana osoba nie miała przypominać Claire, czy w oddali miałabym nie zauważyć jakiegoś odjeżdżającego auta. Mój umysł był teraz skupiony tylko na tym. Więc samo poczucie bezsilności całkowicie mnie rozkleiło. Chwilę tak leżałam na ziemi, nosem przytulona niemal do krawężnika, wciąż wydając z siebie tylko dźwięki płaczu.

Czując jednak szturchnięcie w razmię, podniosłam zasmarkaną buźkę, spoglądając na kobietę. Na jej komentarz o zabawce, jednak rozpoczałam się jeszcze bardziej, wyjąc już w niebogłosy.
- Nie-eeeee! - Zaoponowałam, uderzając zakrytymi przydługawymi rękawami piąstkami o ziemię. - Poje... Poje... chali! Sami! - Załkałam, znowu przybliżając główkę do ziemi. Ale może to i lepiej? Taka pozycja chociaż trochę mogła przytłumić moje nieprzyjemne piski, gdy wpadłam w tę nieopanowaną histerię.
Na pewno jedno było łatwo stwierdzić, nawet mimo mojej pozycji. Fizycznie, nic sobie nie zrobiłam. Nie było widać śladów krwi na kolanach czy łapkach, nos też miałam cały. Widać gruby materiał piżamki wystarczająco zamortyzował upadek przy tej zawrotnej prędkości osiągniętej przez ledwie wybudzoną czterolatkę. Jedynym problemem tutaj był tylko mój ryk.

@Kate Lawson

14 maja, skoro świt, Main Street

Awatar użytkownika

Wyt

1

Sil

1

Zmy

0

Cha

1

Zre

1

Int

0

Szc

1

Przy sobie

Ekwipunek widoczny:
- Kij baseballowy z aluminium
- Łuk bloczkowy
- 14 strzał kompozytowych w kołczanie
- Krotkofalówka

Plecak sportowy:
- Multinarzędzie
- 1 puszka konserwy
- 1 butelka wody
- Leki przeciwbólowe
- Mapa Breckenridge i okolic
Pełnia zdrowia
4
Well...Kate w swojej obecnej formie nigdy wcześniej nie miała do czynienia z dzieckiem, a przynajmniej nie tak bezpośrednio. Widywała czasami te dzieciaki od Rose, ale z oczywistych względów wolała się do nich nie zbliżać, zresztą pewnie inni by jej to sami zaproponowali. Tutaj jednak musiała użerać się z jakimś bachorem który najwyraźniej się zgubił, albo coś? kogoś? zgubiła.

...nie, nie bachorem, to dziecko
no przecież wiem, tak mi się rzuciło
jasne...
przecież tak się tylko mówi, słodka jest
phi...


- No już, już. - usiadła przy niej i skrzyżowała nogi, jakby siedzenie tutaj, o tej porze i tej temperaturze było czymś fajnym. Ale Kate pomimo swoich...dziwactw mogłaby być stworzona do zabaw z dziećmi, jakoś niespecjalnie była osobą która latałaby za dzieckiem i kazała jej unikać wszystkiego co mogłoby być szkodliwe.

- Kto pojechał? I czemu mieliby cię zostawić? Masz ciocię Kate jeszcze w razie czego. - uśmiechnęła się lekko przechylając głowę a potem pokazała ząbki przyjaźnie.
Obrazek

14 maja, skoro świt, Main Street

Awatar użytkownika

Lizzy

@Saycia | 36 postów

Wyt

0

Sil

0

Zmy

0

Cha

0

Zre

0

Int

0

Szc

0

Przy sobie

Mały różowy plecaczek wypełniony najcenniejszymi przedmiotami czterolatki
Pełnia zdrowia
5
Płakałam i wyłam na zmianę, czując ból tej dziwnej rozłąki. To nie było jak zwykle, gdy Claire musiała iść wykonać swoje codzienne obowiązki, zostawiając mnie z Panią Miller, Moną czy Mią. Ona gdzieś pojechała, na nie wiem jak długo! A co jeśli nie wróci? Co jeśli się zgubi, jak mama i tata? Nie chciałam żeby się zgubiła!
- M...Ma... - Zająknęłam się przez chwilę, przypominając sobie moment, jak kobieta znalazła mnie schowaną w szkolnej szafce. W tamtych ciemnościach byłam przekonana, że jest moją mamusią, a to dziwne uczucie gdzieś w brzuszku wymuszało na mnie wypowiadanie tych głosek, jakby to miało jakkolwiek pomóc na to, co właśnie przeżywałam. - Cla-laire. - Poprawiłam się, dalej jąkając przez łkanie. Na zmianę podnosiłam i opuszczałam swoją główkę, gdy brzydki smark zaczął spływać z mojego nosa. Zdecydowanie przydałaby się teraz jakaś chusteczka, bo inaczej zaraz nie będę potrzebować śniadania...

@Kate Lawson

14 maja, skoro świt, Main Street

Awatar użytkownika

Wyt

1

Sil

1

Zmy

0

Cha

1

Zre

1

Int

0

Szc

1

Przy sobie

Ekwipunek widoczny:
- Kij baseballowy z aluminium
- Łuk bloczkowy
- 14 strzał kompozytowych w kołczanie
- Krotkofalówka

Plecak sportowy:
- Multinarzędzie
- 1 puszka konserwy
- 1 butelka wody
- Leki przeciwbólowe
- Mapa Breckenridge i okolic
Pełnia zdrowia
6
- Pewnie niedługo wróci. Śpieszyła się i zapewne nie chciała cię budzić. Chociaż fakt, mogła komuś to przekazać. - wyrzuciła przyjaźnie. W końcu jednak wyciągnęła w jej stronę luźno dłoń.

- Chodź, skoczymy do Emily po coś ciepłego do picia bo jeszcze się przeziębisz tutaj. A pewnie nie chciałabyś przywitać jej ze szpitalnego łóżka jak wróci. - uśmiechnęła się mówiąc do niej miło.

Kate nie miała wcześniej okazji aż tak integrować się z młodszymi, ale teraz nie było nikogo kto mógłby pomóc młodej. Nawet Lilith musiała przyznać, że serce jej topnieje. Lucy wiele zmieniła w osobowości Kate przez te kilka miesięcy, a teraz z jakiegoś powodu kobieta czuła podobne uczucie będąc tu z Lizzy. Osobowość kobiety była istnym labiryntem i tak jak potrafiła bez mrugnięcia okiem odebrać komuś życie, tak serce jej poruszały rzeczy przypadkowe o które sama by siebie nie posądzała. Oczywiście normalny człowiek nie widziałby w tym nic dziwnego, że dziecko potrafi poruszyć czyjeś serce, ale Kate...ona po prostu nigdy o tym nie myślała. Może gdzieś głęboko w podświadomości Kate zawsze widziała siebie jako matkę?

- Może jakaś czekolada na ciepło się znajdzie. - powiedziała zachęcającym głosem.
Obrazek

14 maja, skoro świt, Main Street

Awatar użytkownika

Lizzy

@Saycia | 36 postów

Wyt

0

Sil

0

Zmy

0

Cha

0

Zre

0

Int

0

Szc

0

Przy sobie

Mały różowy plecaczek wypełniony najcenniejszymi przedmiotami czterolatki
Pełnia zdrowia
7
Na wspomnienie, że Claire mogła się śpieszyć, rozbeczałam się jeszcze bardziej. Właśnie kwestia była w tym, że doskonale wiedziałam o tej wyprawie. Wiedziałam, że będą jechać gdzieś daleko i to bardzo ważne. Właśnie dlatego chciałam wstać wcześnie i pojechać z nimi, ale... Mnie zostawili!
Dopiero słowa o szpitalnym łóżku trochę z tej histerii zdołały mnie wyrwać. Pociągnęłam jeszcze smutno nosem, kręcąc przecząco swoją główką. Nie lubiłam być chora, bo wtedy nie można się bawić tylko trzeba leżeć. A ja nie lubiłam leżeć.
Łezki jednak wciąż spływały po moich policzkach niekontrolowanie. Ot - było mi bardzo smutno i nie wiedziałam jak sobie z tym poradzić. Przetarłam swoją buźkę o ten brudny rękaw piżamy, zanim skorzystałam z pomocy kobiety we wstaniu, podając jej swoją drugą rękę.
- A są... Też pianki? - Zapytałam, lekko się jąkając jeszcze przez płacz. Mama mi kiedyś często robiła gorącą czekoladę z piankami. A tutaj jeszcze nie miałam możliwości zjedzenia takich rarytasów. Ale z całą pewnością - taki napój byłby w stanie poprawić mój zepsuty od rana humorek.

@Kate Lawson

14 maja, skoro świt, Main Street

Awatar użytkownika

Wyt

1

Sil

1

Zmy

0

Cha

1

Zre

1

Int

0

Szc

1

Przy sobie

Ekwipunek widoczny:
- Kij baseballowy z aluminium
- Łuk bloczkowy
- 14 strzał kompozytowych w kołczanie
- Krotkofalówka

Plecak sportowy:
- Multinarzędzie
- 1 puszka konserwy
- 1 butelka wody
- Leki przeciwbólowe
- Mapa Breckenridge i okolic
Pełnia zdrowia
8
Ciocia Kate w akcji, no proszę.
I zła ciotka Lilith w natarciu.
Dlaczego zła? Czekolada to mój pomysł!


Kobieta uśmiechnęła się i pomogła wstać młodej, sama podnosząc się też z ziemi i otrzepując tyłek. Spojrzała ponownie na nią i trochę szkoda było jej, że w takim stroju i bez butów wyskoczyła z kwatery. Przyklęknęła ponownie i spojrzała jej w oczy z lekkim, szczerym uśmiechem.

- Mam pomysł, może chcesz pojechać osobistą karocą do Emily? Wskakuj na barana! - zachęciła ją.

Pamiętała kiedy to jeszcze Nathan ją tak transportował i to były najlepsze z momentów jej życia. Może zbzikowała odrobinę, ale to nie znaczy, że zapomniała o tym co dobre w jej życiu. Może też dlatego chciała to samo zrobić dla Lizzy.

@Lizzy
Obrazek

14 maja, skoro świt, Main Street

Awatar użytkownika

Lizzy

@Saycia | 36 postów

Wyt

0

Sil

0

Zmy

0

Cha

0

Zre

0

Int

0

Szc

0

Przy sobie

Mały różowy plecaczek wypełniony najcenniejszymi przedmiotami czterolatki
Pełnia zdrowia
9
Ponownie przetarłam swój nos o rękaw, gdy już stałam na nóżkach, dalej czując jak coś nieprzyjemnie mi spływa po nozdrzach. Zachłysnęłam się też powietrzem, zanim kobieta zniżyła się do mojego poziomu oferując nietypowy transport w nowe miejsce.
Przez krótką sekundę stałam z rozdziawioną buzią, po chwili jednak przywołując lekki uśmieszek zza tych resztek łez, gdy ostatecznie kiwnęłam główką z nieco większym entuzjazmem. Tata też kiedyś mnie tak nosił, zwykle na plac zabaw.
- Tak! - Mruknęłam ostatecznie, po chwili próbując wdrapać się na plecy Kate (choć pewnie bez jej aktywnej pomocy średnio by to wyszło).
- A umiesz... Robić jak konik? Takie... I-ha! - Zająknęłam się, przypominając sobie jak tatuś tak ze mną "patatajał", podskakując radośnie i wydając z siebie dziwne dźwięki, które pewnie w rzeczywistości niewiele miały wspólnego z tymi czworonogami - no ale jako małolata nie bardzo miałam jak to zweryfikować - w końcu nigdy nie widziałam prawdziwego kucyka na żywo.

@Kate Lawson
ODPOWIEDZ

Wróć do „Retrospekcje”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości

Zaloguj się