Wyglądało na to, że Owen miał w sobie sporo pasji co do swoich pacjentów. Naprawdę bardzo chciał, żeby staremu się polepszyło i nawet był gotów podnieść głos i kłócić się z jego decyzjami, byleby tylko mógł go odhaczyć z listy jako „ocalonego”. W gruncie rzeczy Owen właściwie nie mógł sobie poradzić z perspektywą śmierci jakiegoś swojego pacjenta... Co było dosyć komiczne, biorąc pod uwagę ich obecną sytuację i ogólnie świat, w którym przyszło im żyć. Może te historie o dobijaniu ludzi po oblężeniu akademii to prawda?
Owen patrzył na Browna, cały czas trawiąc jego słowa i myśląc o tym wszystkim. Starał się nieco uspokoić, bo widział, że nie sprzyja to postępowi leczenia. Spojrzał na Olivera, a jego twarz wyrażała wiele różnych emocji: od bólu, przez bezsilność, po jakąś iskrę nadziei. Przegryzł lekko wargę, a następnie pokiwał głową, zgadzając się z nim. Skoro nie było maści, to co, kurwa, mieli tutaj zrobić? A jedyną opcją, żeby spróbować dostać tę maść lub coś podobnego, była właśnie Ellie Ward i jej zapasy, bo to ona była tutaj kwatermistrzem, czy jak to tam nazwać.
“ Tak, to dobry plan. Tak, zróbmy tak, porozmawiamy z Ellie. Reszta pacjentów będzie musiała chwilę poczekać i tyle. ”
Zgodził się, a następnie spojrzał na Browna. Ten nie miał raczej nic do powiedzenia, więc po prostu pokiwał głową. Wyglądało na to, że sam rozumiał sytuację Owena i Olivera i nie chciał już nic tutaj dopowiadać. Zdecydowanie rozumiał też swoją sytuację, bo przecież dobrowolnie oddał tamtą maść...
Wyjście z tego pomieszczenia było niczym wyjście na zewnątrz z ciasnego wagonu metra, w którym brakowało świeżego powietrza. Owen raczej nie powiedział nic o tym ani nie dał po sobie poznać tej ulgi. Wziął głęboki oddech, a potem spojrzał w niebieskie niebo, które powoli robiło się coraz ciemniejsze. Dochodziło popołudnie, a potem przyjdzie wieczór, więc światła będzie coraz mniej, a chodzenie do pacjentów z latarką lub jakąś lampką zawsze wydawało się nieco cięższe. Potrzebował światła słonecznego wpadającego przez okno — albo tak sobie to po prostu ubzdurał.
“ Co za idiota. Przepraszam... Ja... Nie powinienem tak mówić, nie powinienem go tak nazwać. ”
Powiedział to i ewidentnym było, że jak tylko słowa wyszły z jego ust, od razu ich pożałował. Ale mówił to pod wpływem emocji, i to zdecydowanie tych negatywnych.
“ Znajdźmy Ellie, dobra? Spytamy ją o dodatkowe zapasy dla medyków i... I tak, i będzie dobrze. Tak zrobimy. ”
Zadecydował, jakby to był teraz jego pomysł, a nie Olliego, ale Oli pewnie wiedział, że w tej sytuacji lepiej nie dyskutować z Owenem, skoro już udało mu się go przekonać i nieco uspokoić.
@Oliver Langley