“ To dobrze. Tak, to cenne informacje. I tak, dostanie się w konwencjonalny sposób może być trudne, ale na piechotę, w nocy, mogłoby nie być niemożliwe. ”
Zauważyła, zastanawiając się nad tym wszystkim. Przyłożyła sobie palec wskazujący do ust, rozmyślając i rozglądając się po pomieszczeniu. Powoli w głowie analizowała te wszystkie możliwości i informacja.
“ Dokładnie. Nie wiem jak Ty, Malcolm, ale jeśli ja mam sięgać po dosyć destrukcyjne metody, to chyba wolałabym to zrobić nie na swoim podwórku. ”
Zauważyła. Coraz bardziej podobała jej się opcja uderzenia jako pierwsi! Trupy też w jakimś sensie były tutaj sojusznikami, jeśli będą zwrócone ku ich wrogom, a nie im.
“ Czy ten motel jest na obrzeżu miasta? Jeśli udałoby nam się jakoś zwabić trupy do ich kryjówki... ”
Powiedziała, myśląc na głos. Spojrzała na Rayne, bo chciała znać jej zdanie na ten temat. Było tutaj sporo różnych możliwości. Teraz, jak znali ich lokacje, wszystko się w sumie zmieniało!
Caroline miała już zamiar przedstawić Malcolmowi wszystkie ze swoich makabrycznych pomysłów, które przyszły jej na myśl. Zastanawiała się, jak niewiele potrzeba, by zamienić spiżarnię w inkubator różnych wirusów czy patogenów. Nie szukała trucizn chemicznych, bo te były rzadkie, myślała o naturze. Wystarczyłoby wprowadzić do ich mąki czy suszonego mięsa odrobinę tego, co gniło w rowach za ich obozem. Woda była jednak najbardziej logicznym wyborem, ciekaw była, skąd ją brali. Jedno skażone ujęcie, a motel i może nawet inne części miasta, stałyby się zbieraniną ludzi, którzy nie mają siły trzymać broni. Caroline nie odczuwała przy tym satysfakcji ani niczego takiego, to była czysta ekonomia przetrwania. Sprawienie, by ich wróg umierał powoli, obciążając przy tym swoją grupę koniecznością opieki, zużywając resztki leków i szerząc strach...
Wtem jednak Malcolm powiedział, że ma kogoś w ich szeregach.
“ Czyli... Masz tam ludzi, tak? Kto to jest? Czy są to osoby, które byłyby w stanie nam pomóc w tej sytuacji? ”
Spytała. Musiała wiedzieć, czy ta osoba byłaby skłonna do współpracy. Jeśli dałoby się zdziałać tam coś od środka, to byłoby idealnie. Jednak też z drugiej strony, to mogła to być osoba zupełnie niezdolna do takich działań, a przekazanie jej informacji też wiązało się z ryzykiem.
Tutaj też Rayne miała jednak racje, ale czy właściwie Aerosec wie, że tamci są z tamtymi i tak dalej, i tak dalej? Cholera w sumie wie. Caroline zmarszczyła czoło.
“ Mówiliście, że nie jesteście stąd. Mi się wydaje, że Aerosec nie ma pojęcia o waszej obecności. O ludziach z Zoo. ”
Malcolmowi jakoś dziwnie to zabrzmiało w uszach. Kim właściwie teraz byli? Wcześniej byli tymi z Breckenridge, a potem ekipą z konwoju. A teraz widocznie tak identyfikowali ich inni. Ciekawe.
“ Nie zgadzam się. Ogólnie, uważam, że powinniśmy może wysłać tam kogoś na zwiad, a może nawet i na dłuższy pobyt, by obserwować to miejsce i zdać relacje. ”
Nie wykluczała tutaj siebie. Powinny to być dwie osoby, a najlepiej, by był to ktoś z Zoo, bo mają tam ludzi, i z Akademii...
“ Ach tak, dron. No jasne. Ashley go ma, prawda? Tylko wtedy pewnie od razu dowiedzą się, że dezerterowała. Chociaż może moglibyśmy ją namówić do takiej współpracy. Dron bardzo by się przydał. ”
Powiedziała, kiwając głową. A fajerwerki, to ciekawe. Caroline jednak myślała o nich jak o czymś, czego można użyć do ataku. Nie była w stanie wyrzucić sobie z głowy tego planu. Nienawidziła, nienawidziła, nienawidziła czekać!!! Chciała od razu działać, robić, atakować i mieć to z głowy.
“ Nie rozumiem, Rayne. Im więcej strat ponieśliby w wyniku naszego ataku, tym mniej chętni będą do ataku na nas. To dobry plan, nie? ”
Caroline doceniała szczerość Malcolma. Lubiła rozmawiać w takim właśnie tonie.
“ Malcolm. Jeśli Akademia przetrwa dzięki tobie, dług zostanie wpisany w nasze księgi. Nasza pomoc w odbudowie Zoo nie będzie naszym aktem dobrej woli, a inwestycją w waszą strukturę, która wcześniej nas ochroniła. ”
Oczywiście jeśli Aerosec ich nie zmiecie z powierzchni ziemi... Cóż, wtedy przyszliby do nich.
“ Masz moje słowo, ale tylko dopóki ta inwestycja pozostanie rentowna. Nie byłam w waszym Zoo. Nie podpiszę się pod odbudową czegoś, co jest tylko sentymentalną ruiną. Jeśli Zoo nie ma silnych fundamentów obronnych i strategicznego sensu, to każda godzina pracy tam byłaby marnotrawstwem. ”
Stwierdziła, marszcząc czoło. Miała nadzieje, że Hopkins zrozumie. Będą musieli się tam przejść i zobaczyć, jak to miejsce wygląda.
@Malcolm Hopkins @Rayne Sullivan