Główny komisariat policji w Colorado Springs

Awatar użytkownika

Wyt

0

Sil

0

Zmy

0

Cha

0

Zre

0

Int

3

Szc

0

- Nóż bojowy który jest jej też codziennym narzędziem pracy
- Pistolet z własnoręcznie wykonanym tłumikiem + 2 magazynki 12-nabojowe (pełne)
- Niewielki zapas amunicji (24 pociski)
- Multitool
- Latarka czołowa
- Okulary ochronne
- Trytytki
- Multimetr
- Krótkofalówka
- Śrubokręt z wymiennymi końcówkami
- Podstawowe narzędzia serwisowe
- Rękawice robocze
- Taśma izolacyjna
- Marker
- Drobne przewody, końcówki, śruby i części, które mogą się kiedyś przydać
- Plecak narzędziowy
- Pas monterski
- Czapka z daszkiem z logo białego lisa.
- Awaryjna butelka wody i dwie konserwy
Pełnia zdrowia

Przy sobie:

- Nóż bojowy który jest jej też codziennym narzędziem pracy
- Pistolet z własnoręcznie wykonanym tłumikiem + 2 magazynki 12-nabojowe (pełne)
- Niewielki zapas amunicji (24 pociski)
- Multitool
- Latarka czołowa
- Okulary ochronne
- Trytytki
- Multimetr
- Krótkofalówka
- Śrubokręt z wymiennymi końcówkami
- Podstawowe narzędzia serwisowe
- Rękawice robocze
- Taśma izolacyjna
- Marker
- Drobne przewody, końcówki, śruby i części, które mogą się kiedyś przydać
- Plecak narzędziowy
- Pas monterski
- Czapka z daszkiem z logo białego lisa.
- Awaryjna butelka wody i dwie konserwy
Pełnia zdrowia
11
Pełnia zdrowia
wszystko i nic
Lynx uniosła dłonie w geście poddaństwa, gdy Maya spiorunowała ją spojrzeniem.

- Dobra, dobra. Litość przyjęta. Chowam się z powrotem do pudełka z nieprzyzwoitymi komentarzami.

Powiedziała to lekko, ale nie ciągnęła tematu dalej. Może trochę przesadzała. Może ostatnio coraz częściej próbowała usuwać ciszę czymkolwiek, byle tylko nie zostawić im miejsca na myślenie o tym, ile rzeczy mogło pójść źle. Im mniej ich było, tym trudniej znajdowało się kogoś do pożartowania, kogoś, kto złapie głupi tekst i odbije go jeszcze głupszym. Żarty były jednym z niewielu narzędzi, które nie wymagały prądu, amunicji ani czystych bandaży, a nadal potrafiły na chwilę rozładowywać napięcie. Ale dzisiaj Maya wyraźnie nie była w nastroju. Lynx poczuła to ukłucie zawodu, choć nie pokazała go od razu. Schowała je pod spokojniejszą miną i wróciła spojrzeniem do miasta. Miała swoje słabe żarty, Maya miała swoje napięcie w ramionach i wzrok ciągle uciekający w stronę ulic. Każda z nich trzymała się jakoś na nogach. Tylko czasami te sposoby ocierały się o siebie jak źle dopasowane części, bez żadnej wazeliny.

Na propozycję biblioteki skinęła powoli głową.

- Biblioteka może być lepsza niż sklep. - przyznała po chwili - Mniej oczywista dla kogoś, kto szuka jedzenia albo leków. A jeśli budynek jeszcze stoi w jednym kawałku, to pewnie ma kilka wyjść, zaplecze, może piwnicę. No i zawsze można udawać, że w razie końca świata po prostu nadrabiamy zaległości z literatury.

Tym razem żart był słabszy, bardziej cichy. Nie próbował już przebić się przez niehumor Mayi na siłę. Potem słuchała jej bez przerywania. Nie spodobało jej się to od razu, bo pierwszym odruchem było zaprotestować. Powiedzieć, że radio jest bezpieczniejsze. Że dystans daje im przewagę. Że nie mogą ryzykować ludzi. Ale gdy Maya tłumaczyła, Lynx poczuła, jak własny plan zaczyna jej się przesuwać w głowie, kawałek po kawałku.

Maya miała rację. Nie całą. Ale w tym jednym miała. Jeśli odezwą się przez radio zbyt wcześnie, nawet ostrożnie, nawet bez lokalizacji, to dadzą o sobie znać. A grupa, która do tej pory mogła nie mieć pojęcia o ich istnieniu, zacznie się zastanawiać, kto nadaje, skąd nadaje i dlaczego pyta. Zwiad przed kontaktem miał sens. Właśnie dlatego takie rzeczy powinno się omawiać, zanim ktoś wpadnie na genialny pomysł i zacznie go realizować tylko dlatego, że ładnie wyglądał na papierze... albo w jego głowie. Lynx wypuściła powoli powietrze nosem.

- Dobra. Masz rację z radiem. - powiedziała w końcu, niechętnie, ale szczerze - Najpierw obserwacja. Z daleka. Bez podchodzenia pod bramę, bez bawienia się w bohaterów. Radio dopiero wtedy, kiedy będziemy wiedzieli, czy w ogóle warto ich wołać.

Nie patrzyła na Mayę od razu. Przez moment wolała skupić wzrok na dachach, na pustych ulicach, na cieniach wydłużających się między budynkami. Łatwiej było przyznać komuś rację, gdy nie trzeba było patrzeć mu prosto w oczy. Zwłaszcza jeśli tym kimś była Maya, która czasami jednym spojrzeniem potrafiła sprawić, że Lynx czuła się jak uczennica złapana na robieniu czegoś głupiego. Dopiero przy ostatnich słowach Mayi jej szczęka napięła się odrobinę. Co chwila wychodzili po towary. To prawda. I właśnie to było najgorsze.

- Wiem, że wychodzimy. - odpowiedziała ciszej - I coraz mniej mi się to podoba.

Nie było w tym zaczepki. Nie było żartu. Nawet słabego. To jedno zdanie wyszło z niej bardziej płasko, niż chciała, ale nie potrafiła ubrać go w coś lżejszego. Bo nie chodziło tylko o Zoo. Nie chodziło tylko o ten jeden zwiad. Chodziło o każdą wyprawę, o każde "wrócimy za kilka godzin", o każde zamknięcie drzwi za kimś, kto potem mógł już nigdy ich nie otworzyć od drugiej strony. Za dużo osób nie wróciło. Kiedyś było ich więcej. Wtedy można było udawać, że strata jednej pary boli, ale nie wywraca wszystkiego do góry nogami. Że ktoś przejmie wartę gdy jedno jest przemęczone, ktoś inny zajmie się kuchnią, ktoś pomoże Rowanowi, ktoś pójdzie z Asherem. Teraz zostało ich pięcioro. Pięć osób i budynek, który wciąż wymagał więcej rąk, niż mieli. Pięć osób, z których każda była potrzebna w kilku miejscach naraz. Nawet ona sama nie była w stanie realizować wszystkiego i naprawić każdej usterki szybko, bo chociaż nie przyznawała tego, nie radziła już sobie ze wszystkim - nie mogła wydłużyć doby, ani wyczarować dodatkowej pary rąk sobie.

Nawet nieobecność Ashera ciążyła jej gdzieś pod żebrami, choć przecież wiedziała, że wracał. Zwykle wracał. Był uparty, głośny i trudny do zabicia jak karaluch, jak pewnie powiedziałby Rowan. Ale "zwykle" nie było gwarancją. Nie w tym świecie.

- Kiedy było nas więcej, wysłanie jednej albo dwóch par miało sens, Maya. - dodała po chwili. - Teraz każde wyjście jest jak wyciąganie cegły ze ściany i modlenie się, żeby reszta jeszcze chwilę postała. Jasne, czasem musimy. Jedzenie samo nie przyjdzie. Części same nie spadną z nieba. Leki nie wyrosną w doniczkach obok pomidorów. Ale to, że robimy coś często, nie znaczy, że to przestało być ryzykowne.

Spojrzała w stronę zejścia z dachu, jakby gdzieś tam, kilka pięter niżej, mogła wyczuć obecność Sophie. Jej młodsza siostra kręciła się po budynku, pewnie w kuchni albo gdzieś w pobliżu, zajęta czymś swoim. I chociaż Sophie była częścią tej grupy tak samo jak reszta, Lynx nie potrafiła myśleć o niej tak samo. Nie do końca. To nie była sprawiedliwość, ale siostrzana miłość rzadko bywała sprawiedliwa.

- Jest jeszcze Sophie. - powiedziała w końcu. - I zanim powiesz, że wiem, ona też jest dorosła, ona też ma prawo pomagać, ona też bla, bla, bla... wiem. Naprawdę wiem. Ale jest moją młodszą siostrą. Jeśli kiedykolwiek wyjdzie poza posterunek, to albo ze mną, albo po moim trupie. Najlepiej to pierwsze, bo drugie byłoby bardzo dramatyczne i pewnie musiałabyś znosić moje marudzenie pod postacią ducha. A wierz mi, martwa byłabym jeszcze bardziej nieznośna.

Tym razem uśmiechnęła się słabo, ale szybko spoważniała.

- Ufam ci, Maya. Chyba najbardziej z całej naszej małej, patologicznej rodziny. Ufam, że nie zrobisz głupoty tylko po to, żeby udowodnić, że się da. Ufam, że jak powiesz "odwrót", to będzie odwrót, a nie dyskusja o honorze na środku ulicy. Ale nawet z tym zaufaniem... nie umiem spokojnie myśleć o wysłaniu dwójki ludzi tylko po to, żeby sprawdzić, czy obcy w Zoo są warci rozmowy.

Oparła dłonie o krawędź stołu i pochyliła się lekko nad blatem, zbierając myśli. Nie chciała brzmieć tak, jakby wszystko blokowała. Nie chciała być tą, która mówi tylko "nie". To było łatwe i bezużyteczne. Potrzebowali planu, nie samego strachu.

- Więc tak. Jeśli zwiad, to dopiero po powrocie Ashera. Nie wcześniej. I nie idzie nikt, dopóki nie ustalimy trasy, punktów odwrotu, godziny powrotu i tego, co robimy, jeśli ktoś się spóźni. Żadnego "jakoś to będzie". To nie spacer. To operacja, choćbyśmy mieli nazwać ją "wycieczką edukacyjną do Zoo", żeby brzmiała mniej beznadziejnie.

Przesunęła palcem po blacie, jakby znów układała mapę.

- I nie chcę, żebyś szła tylko dlatego, że czujesz, że musisz. Bo ty często czujesz, że musisz. Pilnować. Sprawdzać. Stać na dachu jak latarnia i wypatrywać, czy ktoś wraca. Rozumiem to bardziej, niż pewnie myślisz.

Spojrzała wreszcie na Mayę. Już bez żartu, bez uciekania w głupie teksty.

- Też się boję, kiedy ktoś wychodzi. Tylko ja wtedy zaczynam coś naprawiać, żeby nie było tego po mnie widać.

Przez chwilę milczała, zanim odsunęła się od stołu i spróbowała złapać lżejszy ton. Chyba na ten wieczór każde z nich miało dość zamartwiania się, chociaż znając Mayę, ta jeszcze nie skończy na dzisiaj. Czasami ją podziwiała, czasami szanowała kiedy włączał jej się tryb przywódcy, nie raz wspierała i tak jak teraz, wiele razy omawiały jakiś plan wspólnie. Lynx musiała się nauczyć tej współpracy i wciąż nierzadko nie jest to dla niej proste. Dawniej prowadziła niemałą firmę i chociaż nie chciała taka być, to też musiała wchodzić w buty bitch-CEO, a to zmienia ludzi.

- Chyba pójdę zapuścić jakąś nutę w eter. Dzisiaj tylko jeden kawałek, muszę zostawić akumulatory dla Rowana, bo nie będziemy mieli z rana dużo czas, aby je naładować do pełna. Mamy jeszcze jakieś piwo... albo dwa?

Zadając ostatnie pytanie spojrzała w oczy Mayi w sposób, który już znała. Lynx proponowała jej wspólne piwo w rozgłośni.

- Obiecuję, żadnych słabych i sprośnych żartów... a przynajmniej nie w twoim kierunku.

@Maya Fisher

Główny komisariat policji w Colorado Springs

Awatar użytkownika

Maya Fisher

@gabomor | 17 postów

Wyt

0

Sil

0

Zmy

1

Cha

1

Zre

1

Int

0

Szc

0

Karabin, maczeta z grawerem "peacemaker", dwa noże wojskowe, papierosy, zapalniczka, Sig Sauer P320 + dwa magazynki, manierka z wodą, notes w formacie paszportowym i długopis, paralizator, krótkofalówka, tamagotchi, orzeszki, mapa, lornetka.
Pełnia zdrowia

Przy sobie:

Karabin, maczeta z grawerem "peacemaker", dwa noże wojskowe, papierosy, zapalniczka, Sig Sauer P320 + dwa magazynki, manierka z wodą, notes w formacie paszportowym i długopis, paralizator, krótkofalówka, tamagotchi, orzeszki, mapa, lornetka.
Pełnia zdrowia
12
Pełnia zdrowia
Nóż wojskowy, papierosy, zapalniczka, Sig Sauer P320 + dwa magazynki, manierka z wodą, notes w formacie paszportowym i długopis, paralizator, krótkofalówka, tamagotchi, orzeszki.
Poczuła ulgę, że powoli udawało im się skręcać na jakieś wspólne tory, mozolnie i ciężko, ale Lynx przynajmniej nie upierała się przy tym, by wywoływać wszystkich w okolicy Colorado Springs przez radio i robić z nich latarnie morską dla ludzi, których nie znają i nie wiedzą, czy mogą im ufać. Jej ramiona wyraźnie się rozluźniły, choć złudnie tylko na krótki moment, bo sztab wspomnień zalał ją jak niechciany kubeł zimnej wody. Wszyscy tu mieli traumę, że wychodząc, ktoś już nigdy nie wróci. Najgorsze było w tym wszystkim to, że nie mogła nic z tym zrobić. Nie mogła wrócić tych ludzi z powrotem, nie mogła cofnąć czasu, nie mogła temu zapobiec, a teraz nie może trzymać wszystkich pod kloszem, bo nie dadzą rady tak funkcjonować. Muszą wychodzić i żelazną zasadą jest to, że nie wychodzi się samemu, choćby dla jebanej świadomości, że jeśli komuś się nie uda, to druga osoba wróci i powie co się stało, bo ta nieznośna pustka i niewiedza były chyba w tym wszystkim najgorsze. Zacisnęła powieki, bo znowu wspomniała o Sophie. Tak, Maya to wszystko wiedziała, ale takie było życie, było kurwa niesprawiedliwe na maksa, ale choćby chciała wszystkich osłonić własną piersią, to nie było to możliwe i musieli podejmować ryzyko, by przetrwać.

Otworzyła oczy, czując mieszankę złości, smutku, stresu i głodu. Jedno zerknięcie w ulicę, by zobaczyć znajomą twarz na horyzoncie i spotkać się z rozczarowaniem, że dalej jej nie ma. Skinęła za to głową.
Pójdę, bo chcę. Damy sobie radę i przygotujemy się dobrze. — Uznała ten temat za zamknięty i dobrze. Nie chciała już więcej o tym gadać, za bardzo ją to denerwowało, a później i tak będą musieli do tego wracać. Piwo w rozgłośni brzmiało zachęcająco, tylko dlaczego tego głupka nie było jeszcze w domu?
Dwa. Zapomniałam jak dużo gadasz — mruknęła, pocierając kark i spojrzała na nią przez ramię. — Przyjdę jak tylko Asher wróci, dobrze? — Oh, czy to był.. uśmiech? Taki lekki, subtelny, uroczy, ale uśmiech. Jakaś odrobinka uprzejmości, by przegnać złą atmosferę.

@Lily Mercer

Główny komisariat policji w Colorado Springs

Awatar użytkownika

Wyt

0

Sil

0

Zmy

0

Cha

0

Zre

0

Int

3

Szc

0

- Nóż bojowy który jest jej też codziennym narzędziem pracy
- Pistolet z własnoręcznie wykonanym tłumikiem + 2 magazynki 12-nabojowe (pełne)
- Niewielki zapas amunicji (24 pociski)
- Multitool
- Latarka czołowa
- Okulary ochronne
- Trytytki
- Multimetr
- Krótkofalówka
- Śrubokręt z wymiennymi końcówkami
- Podstawowe narzędzia serwisowe
- Rękawice robocze
- Taśma izolacyjna
- Marker
- Drobne przewody, końcówki, śruby i części, które mogą się kiedyś przydać
- Plecak narzędziowy
- Pas monterski
- Czapka z daszkiem z logo białego lisa.
- Awaryjna butelka wody i dwie konserwy
Pełnia zdrowia

Przy sobie:

- Nóż bojowy który jest jej też codziennym narzędziem pracy
- Pistolet z własnoręcznie wykonanym tłumikiem + 2 magazynki 12-nabojowe (pełne)
- Niewielki zapas amunicji (24 pociski)
- Multitool
- Latarka czołowa
- Okulary ochronne
- Trytytki
- Multimetr
- Krótkofalówka
- Śrubokręt z wymiennymi końcówkami
- Podstawowe narzędzia serwisowe
- Rękawice robocze
- Taśma izolacyjna
- Marker
- Drobne przewody, końcówki, śruby i części, które mogą się kiedyś przydać
- Plecak narzędziowy
- Pas monterski
- Czapka z daszkiem z logo białego lisa.
- Awaryjna butelka wody i dwie konserwy
Pełnia zdrowia
13
Pełnia zdrowia
wszystko i nic
Lynx odwzajemniła ten drobny uśmiech Mayi, choć nie próbowała już niczego dopowiadać. Nie tym razem. Widziała, że temat zwiadu, Ashera i Sophie zaczął dotykać miejsc, które i tak były już poobijane. U niej też. Czasami rozmowa nie musiała kończyć się błyskotliwą ripostą ani ostatecznym rozwiązaniem wszystkiego. Czasami wystarczyło nie cisnąć dalej.

- Dwa piwa to już prawie randka w standardach końca świata. - rzuciła tylko ciszej, ale od razu uniosła palec, jakby sama siebie zatrzymywała - Dobra. Wiem. Grzecznie czekam w rozgłośni. Bez komentarza.

Nie przedłużała już spotkania na dachu. Zgarnęła swój notatnik, ołówek i kilka luźnych kartek, które wiatr próbował jej podkraść, po czym ruszyła w stronę zejścia. Jeszcze raz zerknęła na miasto, na ciemniejące ulice i ten piękny, zupełnie bezczelny zachód słońca, który wyglądał tak, jakby świat wcale się nie skończył. Może właśnie to było w tym wszystkim najbardziej irytujące. Nie to, że wszystko się rozpadło, tylko to, że wciąż istniały rzeczy których chodzące trupy nie zmieniły.

Zeszła piętro niżej, do pomieszczenia, które z dumą nazywała rozgłośnią. W praktyce była to dawna klitka biurowa, w której stał stół, dwa regały, stare fotele z pękniętymi obiciami i tyle kabli, że każdy normalny elektryk dostałby zawału albo zaczął płakać. Może jedno po drugim. Na blacie leżał mikrofon, przełącznik nadawania, kilka urządzeń odtwarzających, mały mikser, radioodbiornik, prowizoryczny miernik i kartka z ręcznie wypisanymi częstotliwościami. Większość sprzętu wyglądała, jakby przeżyła trzy wojny, jedno zalanie i bardzo trudny rozwód. Ale działała. Przynajmniej zazwyczaj. Lynx zamknęła za sobą drzwi biodrem i odstawiła notatnik na bok.

- Dobra, maleństwa. Dzisiaj robimy coś nowego, ale z klasą.

Nowa antena była jej małym zwycięstwem. Wzmocniona, sklecona z części, które jeszcze kilka tygodni temu ktoś uznałby za śmieci, miała dać im lepszy zasięg niż poprzednia konstrukcja. Przez kilka minut sprawdzała połączenia. Najpierw zasilanie, potem przewody, potem uziemienie. Przekręciła jedną gałkę, potem drugą. W słuchawkach zatrzeszczało, zapiszczało i na moment coś zadudniło tak nieprzyjemnie, że skrzywiła się całym ciałem.

- Nie. Tego nie robimy. Ja też mam uczucia.

Poprawiła jeden kabel, docisnęła drugi i spojrzała na wskazówkę miernika. Drgnęła. Potem ustabilizowała się tam, gdzie powinna. Nie idealnie, ale wystarczająco dobrze. Wystarczająco, żeby spróbować. Lynx usiadła w fotelu, założyła słuchawki na jedno ucho i przez chwilę tylko patrzyła na mikrofon. Robiła to już od miesięcy. Kilka minut muzyki wieczorem. Parę słów rzuconych w ciemność. Nie wiedziała, kto jej słucha. Może nikt. Może kilku zmęczonych ludzi przy świecy. Może ktoś samotny w mieszkaniu z zabarykadowanymi drzwiami. Może jakaś grupa, która uznała jej audycje za dziwactwo, ale mimo wszystko nastawiała radio o tej samej porze. Nie wiedziała. I chyba właśnie dlatego wciąż to robiła.

Wcisnęła przycisk nadawania. Najpierw dała kilka sekund ciszy, potem lekko stuknęła palcem w mikrofon.

- Tu Lynx. Jeśli mnie słyszycie, to znaczy, że albo moja nowa antena działa, albo duchy starej technologii poniosły sygnał dalej niż się spodziewałam.

Uśmiechnęła się słabo do samej siebie, pilnując wskazań sprzętu.

- Dobry wieczór wszystkim, którzy siedzą gdzieś tam po drugiej stronie. Tym z dachów, piwnic, zamkniętych sklepów, starych mieszkań i wszystkich innych miejsc, które miały być schronieniem tylko na chwilę, a zostały domem na dłużej.

Przesunęła palcem po kartce z ustawieniami, ale mówiła dalej spokojnie, prawie miękko.

- Mam nadzieję, że macie przed sobą bezpieczną noc. Albo chociaż taką, która będzie nudna. Nuda jest niedoceniana. Kiedyś ludzie narzekali, że wieczór jest nudny. Teraz nudny wieczór to luksus, zaraz obok suchej skarpety, działającej latarki i zupy, która nie patrzy na człowieka podejrzanie.

Zerknęła na drzwi, jakby spodziewała się, że Maya jednak zaraz się pojawi. Albo że pojawi się Asher i zacznie udawać, że wcale nie cieszy się, że ktoś się o niego martwił. Ale korytarz milczał.

- Dzisiaj nadajemy trochę dalej niż zwykle. Przynajmniej taki był plan. Jeśli więc słyszycie mnie po raz pierwszy, bez paniki. Nie jestem sektą, reklamą nowych perfum ani głosem w waszej głowie. Jestem tylko Lynx. Od kilku miesięcy puszczam wam muzykę, mówię za dużo i życzę ludziom, żeby dożyli następnego dnia. To mały projekt, ale budżet też mamy mały. Niestety na ten moment nie znaleźliśmy żadnych sponsorów.

Przesunęła dłoń do odtwarzacza i przygotowała wybrany kawałek.

- Więc jak zawsze: zamknijcie dobrze drzwi i nie oszczędzajcie ostatniego łyka wody na później, jeśli teraz naprawdę go potrzebujecie. I pamiętajcie, że skoro udało nam się przeżyć do tego momentu, to jutro też może się udać. Statystyka jest po naszej stronie. Chyba. Byłam kiepska z matmy.

Na moment zawahała się, a potem jej głos zrobił się odrobinę cieplejszy.

- Tak więc nie przedłużając: życzę wam bezpiecznej nocy i lepszego jutra.

Puściła utwór "Bee Gees - Stayin' Alive" i odchyliła się w fotelu, nadal obserwując miernik anteny. Idealnie wpisywał się w obecną sytuację ludzkości i tych, którzy pozostawali w Colorado Springs. A że był jednocześnie przewrotnie humorystyczny do sytuacji... Lynx specjalnie go wybrała. Szumy nie zniknęły całkiem, ale transmisja szła. Dalej niż zwykle... chyba. Może za daleko, może dokładnie tyle, ile trzeba. Lynx zdjęła jedną słuchawkę z ucha i spojrzała kręcącą się płytę w elektronicznym gramofonie. To nie był idealny wieczór, ale chociaż miała nadzieję, że motywuje tych którzy jej słuchają, to sama wierzyła w swoje słowa. Wciąż żyli, mieli więcej niż inni i chociaż została ich piątka, a Asher wciąż nie wrócił... było nieźle. Ale wieczór jeszcze się nie skończył.

@Maya Fisher

Główny komisariat policji w Colorado Springs

Awatar użytkownika

Wyt

1

Sil

1

Zmy

1

Cha

1

Zre

1

Int

1

Szc

0

wszystko i nic
Boli głowa

Przy sobie:

wszystko i nic
Boli głowa
14
Boli głowa
wszystko i nic
Informacja od Mistrza Gry
Koniec Rozgrywki ze względu na koniec epizodu. Jeśli chcecie, to możecie to przenieść sobie do retrospekcji i grać dalej.

Główny komisariat policji w Colorado Springs

Awatar użytkownika

Wyt

1

Sil

1

Zmy

1

Cha

1

Zre

1

Int

1

Szc

0

wszystko i nic
Boli głowa

Przy sobie:

wszystko i nic
Boli głowa
15
Boli głowa
wszystko i nic
Poranek, 9 lipca.

Asher i Rowan nie byli osobami, którym łatwo przychodzi współpraca z innymi. Znaczy... Starali się, w wielu przypadkach byli niczym yin i yang, więc w teorii powinni się chociaż trochę uzupełniać i razem współpracować. Jednak tak nie było i ciężko było zostawić ich dwójkę samych. Szczególnie że Asher wydawał się dziwnie poddenerwowany po powrocie z wymiany.

Przyniósł im trochę broni w zamian za części. Sam uważał, że istotne było przygotowanie się na wszystkie ewentualności w przyszłości, a takim zabezpieczeniem zdecydowanie miała być broń. W jego mniemaniu, trzymanie czegoś takiego przy sobie to jak najlepsze ubezpieczenie na przyszłość, więc nie rozstawał się z jednym z karabinów, który kupił, ku niezadowoleniu innych osób z grupy. Jeśli coś się miało stać i konsekwencje miały zostać wyciągnięte w kwestii jego bezsensownej parady z bronią, to pewnie byłoby to teraz, przy śniadaniu. Asher wcinał musli bez mleka czy czegokolwiek innego, głośno przy tym chrupiąc.

Rowan był niezadowolony z tego powodu, jak i z wielu innych powodów, jednak wolał nic o tym nie mówić. Spojrzał na Lily, dodając:
Wszystko na dziś przygotowane? Mój pacjent będzie tutaj niebawem, prawdopodobnie. Pewnie niedługo po wyjściu.
Stwierdził, a następnie spojrzał na resztę. Była z nimi jeszcze Maya, bo Sophie gdzieś wcięło.

@Lily Mercer @Maya Fisher

Główny komisariat policji w Colorado Springs

Awatar użytkownika

Wyt

0

Sil

0

Zmy

0

Cha

0

Zre

0

Int

3

Szc

0

- Nóż bojowy który jest jej też codziennym narzędziem pracy
- Pistolet z własnoręcznie wykonanym tłumikiem + 2 magazynki 12-nabojowe (pełne)
- Niewielki zapas amunicji (24 pociski)
- Multitool
- Latarka czołowa
- Okulary ochronne
- Trytytki
- Multimetr
- Krótkofalówka
- Śrubokręt z wymiennymi końcówkami
- Podstawowe narzędzia serwisowe
- Rękawice robocze
- Taśma izolacyjna
- Marker
- Drobne przewody, końcówki, śruby i części, które mogą się kiedyś przydać
- Plecak narzędziowy
- Pas monterski
- Czapka z daszkiem z logo białego lisa.
- Awaryjna butelka wody i dwie konserwy
Pełnia zdrowia

Przy sobie:

- Nóż bojowy który jest jej też codziennym narzędziem pracy
- Pistolet z własnoręcznie wykonanym tłumikiem + 2 magazynki 12-nabojowe (pełne)
- Niewielki zapas amunicji (24 pociski)
- Multitool
- Latarka czołowa
- Okulary ochronne
- Trytytki
- Multimetr
- Krótkofalówka
- Śrubokręt z wymiennymi końcówkami
- Podstawowe narzędzia serwisowe
- Rękawice robocze
- Taśma izolacyjna
- Marker
- Drobne przewody, końcówki, śruby i części, które mogą się kiedyś przydać
- Plecak narzędziowy
- Pas monterski
- Czapka z daszkiem z logo białego lisa.
- Awaryjna butelka wody i dwie konserwy
Pełnia zdrowia
16
Pełnia zdrowia
wszystko i nic
Lynx siedziała bokiem na krześle, z nogą podciągniętą pod siebie, mieszając łyżką herbatę bardziej z przyzwyczajenia niż potrzeby. Obok leżało kilka krakersów i otwarta konserwa, której smak próbowała ignorować od pierwszego kęsa.

- Wiesz, Rowan... - mruknęła, unosząc wzrok znad kubka. - Wczoraj byłam gotowa świecić ci jak jebana elektrownia atomowa, bo "mam pacjenta jutro". A potem się okazało, że jednak nie jutro.

Pokręciła głową z lekkim rozbawieniem, ale bez prawdziwej złości.

- Masz szczęście, że utrzymałam duży zapas na dzisiaj. Następnym razem wystawię ci fakturę za magazynowanie energii.

Sięgnęła po krakersa i chrupnęła nim ciszej niż Asher swoim musli, co samo w sobie było osiągnięciem. Przez chwilę obserwowała karabin przewieszony przy nim i westchnęła pod nosem.

- Ty serio zamierzasz nawet srać z tym karabinem? - rzuciła w końcu do Ashera przekornie.

Nie brzmiała jednak jak ktoś naprawdę wkurzony. Bardziej jak ktoś zmęczony tym, że świat zamienił się w miejsce, gdzie broń przy śniadaniu zaczynała wyglądać normalnie. Upiła łyk herbaty i spojrzała na niego już trochę bardziej serio.

- Jak w ogóle poszła ta wymiana? Spotkałeś kogoś ciekawego? Jakieś plotki, problemy, dziwne akcje? Bo zakładam, że nie wróciłeś stamtąd podminowany tylko dlatego, że skończyło ci się mleko do musli.

Oparła łokieć o stół i zerknęła przelotnie na Mayę. Dobrze było widzieć chociaż jedną osobę, która nie wyglądała dziś jak tykająca bomba albo duch. A jej Sophie znowu wyparowała gdzieś bez słowa, co w sumie przestawało już kogokolwiek dziwić. Może powinna poświęcać jej więcej czasu? Ostatnio trochę ją chyba zaniedbała, zachowywała się trochę dziwnie i chciała wiedzieć dlaczego, jednak czasu często brakowało lub trzeba było wymyślać kolejne usprawnienia.

- Przygotowałam ci też rzeczy. - wróciła do Rowana. - Bandaże, czysta woda, resztki leków i na życzenie moje cudowne moce uzdrawiania za cenę powolnego umierania. Standardowy pakiet medyczny skrojony na dzisiejsze czasy.

@Maya Fisher @Mistrz Gry Maggie

Główny komisariat policji w Colorado Springs

Awatar użytkownika

Wyt

1

Sil

0

Zmy

1

Cha

0

Zre

1

Int

0

Szc

0

wszystko i nic
Pełnia zdrowia

Przy sobie:

wszystko i nic
Pełnia zdrowia
17
Pełnia zdrowia
wszystko i nic
Sophie wpadła do jadalni niczym mały huragan. Otworzyła gwałtownie drzwi, a pomieszczenie wypełnił jej głośny, przeciągły głos:
-Heeej!
Była wyraźnie z siebie zadowolona. Policzki miała zaróżowione, rude włosy wymykały się z niedbale zaplecionego warkocza, a w oczach błyszczało jej coś podejrzanie przypominającego ekscytację.
-Przepraszam, że nie zrobiłam nic do jedzenia, ale byłam zajęta.- Oświadczyła tonem, który jasno sugerował, że wcale nie jest jej szczególnie przykro.-Za to jestem gotowa do drogi.- Wyszczerzyła zęby do Mayi.

Kiedy zauważyła miny siedzących przy stole mężczyzn, zmarszczyła lekko piegowaty nos i spojrzała najpierw na Rowana, a potem na Ashera.
-A wy co tacy naburmuszeni? Asher, pożyczysz mi swoją spluwę?- Zapytała, siadając obok siostry. Doskonale wiedziała, jaka będzie odpowiedź, więc dodała szybko:
-Ach, racja. Zapomniałam. To twoja nowa dziewczyna.- Parsknęła cicho pod nosem, zadowolona z własnego żartu. Potem spojrzała siostrze w talerz.
-Co jesz, hmmm? I jakie masz plany na czas, kiedy mnie nie będzie?

@Maya Fisher @Lily Mercer @Mistrz Gry Maggie

Główny komisariat policji w Colorado Springs

Awatar użytkownika

Maya Fisher

@gabomor | 17 postów

Wyt

0

Sil

0

Zmy

1

Cha

1

Zre

1

Int

0

Szc

0

Karabin, maczeta z grawerem "peacemaker", dwa noże wojskowe, papierosy, zapalniczka, Sig Sauer P320 + dwa magazynki, manierka z wodą, notes w formacie paszportowym i długopis, paralizator, krótkofalówka, tamagotchi, orzeszki, mapa, lornetka.
Pełnia zdrowia

Przy sobie:

Karabin, maczeta z grawerem "peacemaker", dwa noże wojskowe, papierosy, zapalniczka, Sig Sauer P320 + dwa magazynki, manierka z wodą, notes w formacie paszportowym i długopis, paralizator, krótkofalówka, tamagotchi, orzeszki, mapa, lornetka.
Pełnia zdrowia
18
Pełnia zdrowia
Nóż wojskowy, papierosy, zapalniczka, Sig Sauer P320 + dwa magazynki, manierka z wodą, notes w formacie paszportowym i długopis, paralizator, krótkofalówka, tamagotchi, orzeszki.
Nienawidziła kawy rozpuszczalnej, była z jakiegoś powodu strasznie rozrzedzona i lurowata, ale tylko na taką mogła sobie dziś pozwolić, czarną i obrzydliwą, wpatrującą się w nią z politowaniem i odbijającą jej twarz w falującej tafli. Nie miała ochoty jeść, ale wiedziała, że musi, jedzenie to luksus w tych czasach i nie zamierzała go sobie odmawiać tylko ze względu na kaprys żołądka lub brak apetytu. Mieliła w buzi namoczoną owsiankę bez smaku i przegryzała równie bezsmakowymi krakersami, wpatrując się w Ashera tak, jakby przy tym stole siedział co najmniej nago. Często nosiła broń, zawsze gdy schodziła do sklepu na najniższe piętro, ale nie myślała o tym z samego rana przy śniadaniu. Przysłuchiwała się wymianie zdań w ciszy, bo nie do końca interesował ją pacjent Rowana ani elektrownia Lily. Myślami była w dwóch miejscach naraz i była to wyprawa do zoo oraz przy tym stole z czubkiem, który nosił karabin do musli.
Czy możesz mi wytłumaczyć dlaczego musimy jeść śniadanie w obecności twojej nowej wybranki. — Uniosła brew i spojrzała na Rowana, zastanawiając się dlaczego nie skomentował nowego ubioru jego brata. Chciała zadać Asherowi pytanie dotyczące wymiany, ale Lynx ją wyprzedziła, najwyraźniej też chętna do słuchania. Wzięła więc do ust kolejną łyżkę owsianki, akurat wtedy, gdy do pokoju weszła Sophie. Włóczyła się gdzieś ostatnio i mijała się z nią, więc dobrze było ją wreszcie zobaczyć na śniadaniu. Nie spodziewała się jednak tego, że zostanie jej partnerką w wyprawie do zoo, więc kaszlnęła, szybko zasłaniając usta, bo owsianka wpadła jej do gardła zanim zdążyła ją przememlać. Spojrzała na Lynx i uniosła brew, pytając ją bezgłośnie czy wie o co chodzi i czy z nią to uzgadniała.
... do czego?

@Mistrz Gry Maggie @Lily Mercer @Sophie Mercer

Główny komisariat policji w Colorado Springs

Awatar użytkownika

Wyt

1

Sil

1

Zmy

1

Cha

1

Zre

1

Int

1

Szc

0

wszystko i nic
Boli głowa

Przy sobie:

wszystko i nic
Boli głowa
19
Boli głowa
wszystko i nic
Rowan zwykle był nieco bardziej zorganizowany niż teraz, ale ta wymiana Ashera nieco wybiła go z rytmu! Praktycznie do samego końca był pewien, że to miało być wczoraj. Wiedział, że tego typu konserwowanie energii nie było wcale aż takie proste i wymagało koordynacji, ale... No... Po prostu mu się pomieszało.
Tak, to jednak dziś, nie wczoraj. Wybacz, Lily. Wybaczcie.
Powiedział, a następnie kiwnął głową do innych osób siedzących przy stole, jeśli konserwacja i magazynowanie energii były dla nich jakimkolwiek utrapieniem. Wtem posłał Asherowi niezadowolone spojrzenie, bo Lily miała tutaj rację. Co zamierzał? Bo jego maskarada z tym gnatem była żałosna. To tylko kwestia czasu, aż Rowan będzie musiał zszywać mu rany postrzałowe, albo jeszcze gorzej – kogoś innego.
Mhm. Może, może. Nie mogę się nacieszyć nowym zakupem. A przydać to się może zawsze. Wiesz, ile osób zginęło, siedząc na kiblu? Mogę wymienić przynajmniej jedną.
Stwierdził i głównie przychodził mu na myśl pewien serial z wieloma sezonami. Następnie spojrzał na Mayę.
A jeszcze więcej osób zginęło podczas jedzenia śniadania.
Odparł, również uśmiechając się do niej i w sumie nie przypominając sobie żadnego serialu ani innego medium, w którym to się wydarzyło. Boże, jak brakowało mu Internetu.

Wtedy też wpadła Sophie i oczywiście, jak pewnie wszystkie laski w okolicy, też była zainteresowana jego spluwą.
Nie ma takiej opcji, ruda. Jest mi wierna, w przeciwieństwie do innych, poprzednich. Możesz sobie znaleźć inną w magazynie.
Stwierdził, a następnie wyszczerzył się do niej. Następnie odpowiedział na pytanie Lily.
Wymiana, jak to wymiana. Mogłaś jechać, jeśli takaś ciekawa.
Odparł, wiedząc, że pewnie ją to wkurzy. Ogólnie to dobrze wiedział, że Lily nie mogła wtedy pojechać i ogólnie, pewnie i na kolejną wyprawę też się nie zapatruje. Pozostanie tutaj i wspieranie Rowana z czymkolwiek tam będzie dziś się babrał, było priorytetem.
Ja? Podminowany. Nie, głupoty pleciesz. Wymyślasz.
Stwierdził, unosząc brwi. Rowan znów na niego spojrzał, a potem popatrzył na Lily. Wiedział, że jeśli Asher gra w taki sposób, to nic nie uda im się wyciągnąć. Taki już był, uparty jak osioł.
Idealnie. Pójdę do siebie w takim razie, żeby się przygotować.
Powiedział, a pewnie sporo też tutaj znaczyło to, że Asher go denerwował.
Do tego pacjenta, co miał przyjść wczoraj?
Spytał, chcąc nieco rozbić drętwą między nimi atmosferę przy użyciu żartu pokroju: „A ta zdrowa, niby-dziewczyna to chodzi do innej szkoły, tak?”. Rowan jednak go zignorował, bo i tak wcześniej już mu było głupio, że pomylił dni. Wyszedł z pomieszczenia, zostawiając ich ekipę.

Asher też chciał wyjść, a tak właściwie to chciał wyjść wcześniej pierwszy, ale piękne kobiety go zagadały. Uśmiechnął się do Sophie i dodał:
Mogę ci pomóc jakąś znaleźć w magazynie.
Zaproponował jej i od razu wiadomo było, że będzie to jakaś taka miniwycieczka. Spojrzał na Mayę.
Nie wątpię, że taka kobieta jak ty potrafi się obronić bez użycia broni palnej, ale może też byłabyś zainteresowana małą wycieczką do naszego magazynu? Na zewnątrz jest niebezpiecznie, więc weźcie coś...
Powiedział czarującym tonem do dwójki, która szykowała się do wyjścia.

@Lily Mercer @Sophie Mercer @Maya Fisher

Główny komisariat policji w Colorado Springs

Awatar użytkownika

Wyt

0

Sil

0

Zmy

0

Cha

0

Zre

0

Int

3

Szc

0

- Nóż bojowy który jest jej też codziennym narzędziem pracy
- Pistolet z własnoręcznie wykonanym tłumikiem + 2 magazynki 12-nabojowe (pełne)
- Niewielki zapas amunicji (24 pociski)
- Multitool
- Latarka czołowa
- Okulary ochronne
- Trytytki
- Multimetr
- Krótkofalówka
- Śrubokręt z wymiennymi końcówkami
- Podstawowe narzędzia serwisowe
- Rękawice robocze
- Taśma izolacyjna
- Marker
- Drobne przewody, końcówki, śruby i części, które mogą się kiedyś przydać
- Plecak narzędziowy
- Pas monterski
- Czapka z daszkiem z logo białego lisa.
- Awaryjna butelka wody i dwie konserwy
Pełnia zdrowia

Przy sobie:

- Nóż bojowy który jest jej też codziennym narzędziem pracy
- Pistolet z własnoręcznie wykonanym tłumikiem + 2 magazynki 12-nabojowe (pełne)
- Niewielki zapas amunicji (24 pociski)
- Multitool
- Latarka czołowa
- Okulary ochronne
- Trytytki
- Multimetr
- Krótkofalówka
- Śrubokręt z wymiennymi końcówkami
- Podstawowe narzędzia serwisowe
- Rękawice robocze
- Taśma izolacyjna
- Marker
- Drobne przewody, końcówki, śruby i części, które mogą się kiedyś przydać
- Plecak narzędziowy
- Pas monterski
- Czapka z daszkiem z logo białego lisa.
- Awaryjna butelka wody i dwie konserwy
Pełnia zdrowia
20
Pełnia zdrowia
wszystko i nic
Lynx popatrzyła na Ashera znad kubka, ale tym razem nie dała się wciągnąć. Jeszcze jakiś czas temu pewnie złapałaby haczyk. Odpowiedziałaby czymś ostrym, on dołożyłby swoje, a śniadanie zamieniłoby się w małą wojnę na słowa. Teraz tylko uniosła lekko brwi.

- No tak. Mogłam jechać. - powiedziała spokojnie. - Następnym razem postaram się abyście nie mieli do czego wracać, ale hej! Przynajmniej sobie pozwiedzam, prawda?.

Nie zabrzmiało to szczególnie złośliwie. Bardziej jak suche stwierdzenie faktu. Też wolałaby wyjść z tego budynku i pokręcić się po mieście, ale była tutaj jedyną, która utrzymywała to wszystko w ruchu, kiedy drugi "mechanik" czuł potrzebę kolejnej przygody. Nie zamierzała zostawiać wszystkiego przypadkowi jak on.

Wiedziała, że Asher próbował ją rozdrażnić. Wiedziała też, że najlepiej było po prostu machnąć na to ręką, zanim da mu dokładnie to, czego chciał. Powodu do kłótni. Jej spojrzenie przeniosło się na Sophie. Dopiero wtedy naprawdę coś w niej drgnęło. Nie przez żart o broni. Nie przez ten cały poranny hałas. Nawet nie przez to, że Sophie znowu pojawiła się jakby prosto z własnej, osobnej przygody i od razu oznajmiła, że jest gotowa do drogi.

Chodziło o tę drogę. Z Mayą. Bez niej. Lynx przez chwilę milczała, patrząc na siostrę trochę zbyt długo. W pierwszym odruchu miała ochotę zapytać, od kiedy w ogóle jest to ustalone. Dokąd idą. Po co. Czy mają plan. Czy wiedzą, co robią, czy Sophie po prostu wstała rano i uznała, że dzisiejszy dzień jest idealny na spacer po świecie, który lubił zjadać ludzi na śniadanie. Owszem rozmawiała o tym planie z Mayą dwa dni temu ale, dlaczego Sophie nie porozmawiała najpierw o tym z własną siostrą? To bolało. Ale nie powiedziała tego.

Sophie była dorosła. Mogła sama decydować. Lynx mogła się wściekać, mogła się spierać, mogła próbować ją zatrzymać, ale co by to dało? Najwyżej zepsułaby poranek wszystkim, zrobiła z siebie tę zaborczą starszą siostrę i jeszcze bardziej wypchnęła ją za drzwi. A przecież Maya była rozsądna. Na tyle, na ile ktokolwiek z nich mógł jeszcze być rozsądny. Lynx lubiła Mayę i ufała jej w wielu sprawach.

Tylko nie w tej jednej.

Nie wtedy, gdy chodziło o pilnowanie Sophie. Bo kiedy szły razem, Lynx miała ją obok. Widziała, co się dzieje. Mogła zareagować, złapać ją za rękaw, zasłonić, krzyknąć, zrobić cokolwiek. Kiedy Sophie ruszała bez niej, cała ta kontrola znikała. Zostawało tylko czekanie. A czekanie zawsze było najgorsze.

Spojrzała na resztki swojego śniadania. Herbata zdążyła trochę ostygnąć, krakersy leżały napoczęte, konserwa wyglądała jeszcze mniej zachęcająco niż wcześniej.

- Dobra. - rzuciła cicho, odsuwając od siebie kubek. - Życzę smacznego i miłego wybierania sobie partnerów życiowych w magazynie z bronią.

Wstała od stołu, nie patrząc już na Ashera. Przez moment zawahała się przy wyjściu, jakby jednak chciała coś powiedzieć Sophie. Coś w stylu "uważaj na siebie" albo "nie rób głupot". Tylko że te słowa pewnie zabrzmiałyby jak rozkaz, nawet jeśli nie miały nim być. Więc zamiast tego spojrzała krótko na Mayę.

-Pilnujcie się. - powiedziała tylko tyle.

To było mniej, niż chciała powiedzieć. I więcej, niż chciała pokazać. Potem wyszła z jadalni niemal bez słowa, zostawiając za sobą niedokończone śniadanie, trudny charakter Ashera i całą tę rozmowę, która zaczynała robić się coraz bardziej męcząca. Rowan przynajmniej miał dziś coś konkretnego do zrobienia. Pacjent, przygotowania, leki, bandaże - cokolwiek, co pozwalało zająć ręce i głowę. A to było teraz lepsze niż siedzenie przy stole i udawanie, że nie martwi się o własną siostrę. Kochała ją, ale nie mogła jej wiecznie kontrolować.

Co jednak dziwne, nigdy nie pozwoliłaby zbliżyć się Asherowi czy Rowanowi do Sophie. Była gotowa posłać ją bez siebie poza te mury, ale kiedy chodziło "podchody" to Lynx już wiele miesięcy temu naznaczyła granice im i Sophie - nie żartując, że odstrzeli jaja temu, który się do niej zbliży. W tej jednej kwestii zamierzała decydować za Sophie, nawet jeśli jej się to nie podobało. Świat był już zły przed apokalipsą, ale teraz stał się jeszcze gorszy.

@Sophie Mercer @Maya Fisher @Mistrz Gry Maggie
ODPOWIEDZ

Wróć do „MIEJSCA”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Lily Mercer i 0 gości

Zaloguj się