Pełnia zdrowia
wszystko i nic
Lynx słuchała Sophie w ciszy, co jakiś czas zerkając przez okno na dwójkę zbliżających się ludzi. Nie chciała przegapić momentu, w którym podejdą za blisko, ale też nie chciała uciec od rozmowy. Nie tym razem. Westchnęła cicho.
- Sophie...
Przez chwilę wyglądała, jakby chciała powiedzieć coś bardziej uderzającego. Coś w stylu, że nie tak się robi niespodzianki w świecie, gdzie niespodzianki zwykle kończą się czyimś trupem. Zamiast tego tylko pokręciła głową.
- Ja jestem z ciebie dumna. Nie musisz mi niczego udowadniać. Naprawdę.
Spojrzała na nią już łagodniej, choć napięcie nadal trzymało ją w ramionach i szczęce.
- To nie działa tak, że jak pokażesz mi, że umiesz się spakować i trzymać broń, to ja nagle przestanę się martwić. Będę się martwić zawsze. Jestem twoją starszą siostrą, odpowiadam za ciebie i niestety musisz z tym żyć.
Spróbowała się uśmiechnąć, ale wyszło jej to tylko częściowo. Bardziej krzywo niż wesoło. Dwójka na zewnątrz była już bliżej. Nie mieli dużo czasu. Lynx odsunęła więc własne emocje na bok, tak jak robiła to wiele razy wcześniej, kiedy trzeba było po prostu działać.
- Dobra. Pokaż plecak.
Nie czekała długo. Sprawdziła go szybko, ale dokładnie. Woda. Coś do jedzenia. Opatrunki. Latarka. Nóż. Amunicja. Podstawowe rzeczy, które mogły zadecydować o tym, czy wróci się z wyprawy o własnych siłach, czy Maya będzie musiała ją targać na plecach. Wszystko było na miejscu. Lynx poprawiła jeden pasek, dociągnęła drugi i spojrzała na Sophie uważnie.
- Jest dobrze. Niczego nie brakuje.
Powinna była się tym ucieszyć. I trochę się cieszyła. Tylko że zaraz po tej myśli przyszła druga, mniej pocieszająca: naprawdę jest gotowa wyjść. Lynx złapała ją za ramiona i przyciągnęła do siebie mocno. Nie na chwilę, nie lekko, nie tak od niechcenia. Przytuliła ją tak, jakby chciała jeszcze przez kilka sekund zatrzymać ją przy sobie.
- Słuchaj Mayi. Nie odłączaj się i zawsze miej ją w zasięgu wzroku. W razie zagrożenia uciekacie. Jak zobaczysz ludzi, nie zakładaj od razu, że są mili tylko dlatego, że jeszcze nie wycelowali broni w waszą stronę. Jak coś cię zaniepokoi, od razu informuj Mayę. I zawsze miejcie włączone krótkofalówki na naszej częstotliwości, abyście mogły nas poinformować o kłopotach. I wróć do mnie cała, jasne?
Odsunęła się w końcu, ale nadal trzymała ją przez moment za ramiona.
- A kiedy wrócisz, wszystko mi opowiesz.
Puściła ją dopiero wtedy. Niechętnie, ale puściła. Obie usłyszały Mayę, która najwyraźniej traciła cierpliwość.
- Leć. Bo jeszcze będę musiała ci usprawiedliwienie wypisać.
Uśmiechnęła się lekko, na tyle na ile mogła w takiej sytuacji. Jeszcze przez sekundę patrzyła za Sophie, po czym odwróciła się w stronę schodów i zawołała głośniej:
- Asher! Rusz no swój romantyczny tyłek na górę! Mamy gości przy wejściu.
Nie czekała, aż odpowie. Jeśli miał zamiar udawać, że nie słyszy, to później znajdzie mu bardzo brzydkie zajęcie na resztę dnia. Lynx ruszyła do klatki bezpieczeństwa. Po drodze poprawiła kaburę przy pasie i zerknęła jeszcze raz przez wąskie okno. Kobieta i mężczyzna byli już przy wejściu. Nie wyglądali jak banda rabusiów, ale to niewiele znaczyło. W dzisiejszych czasach najgorsi bandyci mogli podejść i powiedzieć: "dzień dobry".
Stanęła przy okienku po wewnętrznej stronie zabezpieczenia. Mały otwór na wysokości tułowia wystarczał, żeby podać broń albo drobniejsze rzeczy. Wyżej była krata, przez którą mogła zobaczyć ich twarze. Wystarczająco dobrze, żeby ocenić wyraz oczu. Nie wystarczająco dobrze, żeby im zaufać. Kiedy mężczyzna położył scyzoryk na tacy i się przedstawił, Lynx kiwnęła głową.
- Lynx.
Nie podała ręki. Nie było jak, a nawet gdyby było, i tak by tego nie zrobiła. Czasami ktoś skojarzył ją z audycji, to było nawet miłe, ale też pokazywało ludzką stronę tego miejsca. Wtedy dla gości, nie byli jedną wielką niewiadomą. Jej spojrzenie przesunęło się z Michaela na jego towarzyszkę, potem na tacę, a następnie znowu na ich twarze.
- Zasady są proste. Wszystko, czym da się komuś zrobić krzywdę, ląduje tutaj. Broń palna, noże, scyzoryki, ostrza, zapasowe magazynki, cokolwiek macie przy pasku, w bucie albo w plecaku.
Powiedziała to spokojnie. Brzmiała jak ktoś, kto powtarzał tę formułkę już wiele razy i nie zamierzał z niej rezygnować dla niczyjej wygody.
- Wiem, że część już widzę. I dobrze. Ale jeśli spróbujecie wnieść coś ukrytego do środka, może się to dla was skończyć bardzo nieprzyjemnie. Nie mówię tego, żeby was odstraszyć. Po prostu lubię, kiedy wszyscy od początku rozumieją, gdzie stoją.
Oparła jedną dłoń o blat przy okienku. Druga została luźno bliżej pasa, bez udawania, że nie ma tam pistoletu.
- Jeśli jesteście tu do lekarza, zaraz go zawołam. Jeśli macie inny interes, najpierw powiecie go mnie. Potem zdecydujemy, co dalej.
Spojrzała jeszcze raz na kobietę, bo Michael przedstawił tylko siebie. Lynx zauważyła to od razu, ale nie naciskała za mocno.
- A ty? Jak mam się do ciebie zwracać?
@Mistrz Gry Maggie @Michael Jones
(Informacyjnie:
@Sophie Mercer @Maya Fisher)