Główny komisariat policji w Colorado Springs

Awatar użytkownika

Wyt

0

Sil

0

Zmy

1

Cha

1

Zre

0

Int

1

Szc

0

– Notes i długopis
– Zapalniczka
– Leki na receptę (anxiolityki, resztki blistrów)
– Scyzoryk
– Mapa Colorado
Pełnia zdrowia

Przy sobie:

– Notes i długopis
– Zapalniczka
– Leki na receptę (anxiolityki, resztki blistrów)
– Scyzoryk
– Mapa Colorado
Pełnia zdrowia
31
Pełnia zdrowia
– Notes i długopis
– Zapalniczka
– Leki na receptę (anxiolityki, resztki blistrów)
– Scyzoryk
– Mapa Colorado
W istocie, mimo, że populacja nader diametrialnie została przetrzebiona, a tym samym popyt na wszelkie towary, to nie można było ukrywać, że podaż całkowicie się załamała. Umiejętność znalezienia przydantych "fantów" stała się jedną z ważniejszych, jak nie najważniejszą. Michael jednak kombinuje inaczej. Po co ryzykować życie dla kilku puszek konserw, przeterminowanych ciastek i zakurzonego płaszcza, skoro można mieć to wszystko od innych ludzi gotowych wymienić się za coś, czego sami potrzebują? Stary, dobry handel wymienny. Niestety wymagałoby to solidnych podwalin zarówno społecznych, jak i odpowiedniego materialnego zaplecza, o czym na obecną chwilę może jedynie pomarzyć.

Póki co nie mamy towarów, czy usług na wymianę, ale będziemy starać się to zmienić. Sama wiedza, co posiadają może przynieść nam już jakąś korzyść. Kto wie, może sami czegoś desperacko potrzebują.

Noc? Nie zabrzmiało to słowo w jego głowie dobrze. Co prawda widział racjonalny powód, dla którego miałoby tak się zadziać i jeżeli przyczyni się to do jego zdrowia to będzie musiał tak uczynić, jednak dziewczyna wspomniała o tym zdecydowanie za późno. Michael sam mógł przewidzieć taką ewentualność, ale nie miało już to jednak teraz większego znaczenia.

Lepiej mieć pewność, że zabieg się udał, niż jakbyśmy musieli później zgłaszać reklamację.

Początkowo wybór komisariatu jako miejsca na klinikę wydał się Michaelowi nieco dziwny, szybko jednak zrozumiał, że głównym powodem musiały być widoczne kraty i inne zabezpieczenia, które oferowało to miejsce.

Gdy weszli, wyciągnął swój scyzoryk z kieszeni i delikatnie umieścił na plastikowej tacy.

Dzień dobry, Michael Jones, miło mi. - Przedstawił się, po czym przeniósł uwagę na swoją towarzyszkę, celowo nie przedstawił jej, gdyż nie był pewny, czy chce zdradzać swoje imię, czy pozostać pod jakąś ksywką.

@Mistrz Gry Maggie

Główny komisariat policji w Colorado Springs

Awatar użytkownika

Wyt

0

Sil

0

Zmy

0

Cha

0

Zre

0

Int

3

Szc

0

- Nóż bojowy który jest jej też codziennym narzędziem pracy
- Pistolet z własnoręcznie wykonanym tłumikiem + 2 magazynki 12-nabojowe (pełne)
- Niewielki zapas amunicji (24 pociski)
- Multitool
- Latarka czołowa
- Okulary ochronne
- Trytytki
- Multimetr
- Krótkofalówka
- Śrubokręt z wymiennymi końcówkami
- Podstawowe narzędzia serwisowe
- Rękawice robocze
- Taśma izolacyjna
- Marker
- Drobne przewody, końcówki, śruby i części, które mogą się kiedyś przydać
- Plecak narzędziowy
- Pas monterski
- Czapka z daszkiem z logo białego lisa.
- Awaryjna butelka wody i dwie konserwy
Pełnia zdrowia

Przy sobie:

- Nóż bojowy który jest jej też codziennym narzędziem pracy
- Pistolet z własnoręcznie wykonanym tłumikiem + 2 magazynki 12-nabojowe (pełne)
- Niewielki zapas amunicji (24 pociski)
- Multitool
- Latarka czołowa
- Okulary ochronne
- Trytytki
- Multimetr
- Krótkofalówka
- Śrubokręt z wymiennymi końcówkami
- Podstawowe narzędzia serwisowe
- Rękawice robocze
- Taśma izolacyjna
- Marker
- Drobne przewody, końcówki, śruby i części, które mogą się kiedyś przydać
- Plecak narzędziowy
- Pas monterski
- Czapka z daszkiem z logo białego lisa.
- Awaryjna butelka wody i dwie konserwy
Pełnia zdrowia
32
Pełnia zdrowia
wszystko i nic
Lynx słuchała Sophie w ciszy, co jakiś czas zerkając przez okno na dwójkę zbliżających się ludzi. Nie chciała przegapić momentu, w którym podejdą za blisko, ale też nie chciała uciec od rozmowy. Nie tym razem. Westchnęła cicho.

- Sophie...

Przez chwilę wyglądała, jakby chciała powiedzieć coś bardziej uderzającego. Coś w stylu, że nie tak się robi niespodzianki w świecie, gdzie niespodzianki zwykle kończą się czyimś trupem. Zamiast tego tylko pokręciła głową.

- Ja jestem z ciebie dumna. Nie musisz mi niczego udowadniać. Naprawdę.

Spojrzała na nią już łagodniej, choć napięcie nadal trzymało ją w ramionach i szczęce.

- To nie działa tak, że jak pokażesz mi, że umiesz się spakować i trzymać broń, to ja nagle przestanę się martwić. Będę się martwić zawsze. Jestem twoją starszą siostrą, odpowiadam za ciebie i niestety musisz z tym żyć.

Spróbowała się uśmiechnąć, ale wyszło jej to tylko częściowo. Bardziej krzywo niż wesoło. Dwójka na zewnątrz była już bliżej. Nie mieli dużo czasu. Lynx odsunęła więc własne emocje na bok, tak jak robiła to wiele razy wcześniej, kiedy trzeba było po prostu działać.

- Dobra. Pokaż plecak.

Nie czekała długo. Sprawdziła go szybko, ale dokładnie. Woda. Coś do jedzenia. Opatrunki. Latarka. Nóż. Amunicja. Podstawowe rzeczy, które mogły zadecydować o tym, czy wróci się z wyprawy o własnych siłach, czy Maya będzie musiała ją targać na plecach. Wszystko było na miejscu. Lynx poprawiła jeden pasek, dociągnęła drugi i spojrzała na Sophie uważnie.

- Jest dobrze. Niczego nie brakuje.

Powinna była się tym ucieszyć. I trochę się cieszyła. Tylko że zaraz po tej myśli przyszła druga, mniej pocieszająca: naprawdę jest gotowa wyjść. Lynx złapała ją za ramiona i przyciągnęła do siebie mocno. Nie na chwilę, nie lekko, nie tak od niechcenia. Przytuliła ją tak, jakby chciała jeszcze przez kilka sekund zatrzymać ją przy sobie.

- Słuchaj Mayi. Nie odłączaj się i zawsze miej ją w zasięgu wzroku. W razie zagrożenia uciekacie. Jak zobaczysz ludzi, nie zakładaj od razu, że są mili tylko dlatego, że jeszcze nie wycelowali broni w waszą stronę. Jak coś cię zaniepokoi, od razu informuj Mayę. I zawsze miejcie włączone krótkofalówki na naszej częstotliwości, abyście mogły nas poinformować o kłopotach. I wróć do mnie cała, jasne?

Odsunęła się w końcu, ale nadal trzymała ją przez moment za ramiona.

- A kiedy wrócisz, wszystko mi opowiesz.

Puściła ją dopiero wtedy. Niechętnie, ale puściła. Obie usłyszały Mayę, która najwyraźniej traciła cierpliwość.

- Leć. Bo jeszcze będę musiała ci usprawiedliwienie wypisać.

Uśmiechnęła się lekko, na tyle na ile mogła w takiej sytuacji. Jeszcze przez sekundę patrzyła za Sophie, po czym odwróciła się w stronę schodów i zawołała głośniej:

- Asher! Rusz no swój romantyczny tyłek na górę! Mamy gości przy wejściu.

Nie czekała, aż odpowie. Jeśli miał zamiar udawać, że nie słyszy, to później znajdzie mu bardzo brzydkie zajęcie na resztę dnia. Lynx ruszyła do klatki bezpieczeństwa. Po drodze poprawiła kaburę przy pasie i zerknęła jeszcze raz przez wąskie okno. Kobieta i mężczyzna byli już przy wejściu. Nie wyglądali jak banda rabusiów, ale to niewiele znaczyło. W dzisiejszych czasach najgorsi bandyci mogli podejść i powiedzieć: "dzień dobry".

Stanęła przy okienku po wewnętrznej stronie zabezpieczenia. Mały otwór na wysokości tułowia wystarczał, żeby podać broń albo drobniejsze rzeczy. Wyżej była krata, przez którą mogła zobaczyć ich twarze. Wystarczająco dobrze, żeby ocenić wyraz oczu. Nie wystarczająco dobrze, żeby im zaufać. Kiedy mężczyzna położył scyzoryk na tacy i się przedstawił, Lynx kiwnęła głową.

- Lynx.

Nie podała ręki. Nie było jak, a nawet gdyby było, i tak by tego nie zrobiła. Czasami ktoś skojarzył ją z audycji, to było nawet miłe, ale też pokazywało ludzką stronę tego miejsca. Wtedy dla gości, nie byli jedną wielką niewiadomą. Jej spojrzenie przesunęło się z Michaela na jego towarzyszkę, potem na tacę, a następnie znowu na ich twarze.

- Zasady są proste. Wszystko, czym da się komuś zrobić krzywdę, ląduje tutaj. Broń palna, noże, scyzoryki, ostrza, zapasowe magazynki, cokolwiek macie przy pasku, w bucie albo w plecaku.

Powiedziała to spokojnie. Brzmiała jak ktoś, kto powtarzał tę formułkę już wiele razy i nie zamierzał z niej rezygnować dla niczyjej wygody.

- Wiem, że część już widzę. I dobrze. Ale jeśli spróbujecie wnieść coś ukrytego do środka, może się to dla was skończyć bardzo nieprzyjemnie. Nie mówię tego, żeby was odstraszyć. Po prostu lubię, kiedy wszyscy od początku rozumieją, gdzie stoją.

Oparła jedną dłoń o blat przy okienku. Druga została luźno bliżej pasa, bez udawania, że nie ma tam pistoletu.

- Jeśli jesteście tu do lekarza, zaraz go zawołam. Jeśli macie inny interes, najpierw powiecie go mnie. Potem zdecydujemy, co dalej.

Spojrzała jeszcze raz na kobietę, bo Michael przedstawił tylko siebie. Lynx zauważyła to od razu, ale nie naciskała za mocno.

- A ty? Jak mam się do ciebie zwracać?

@Mistrz Gry Maggie @Michael Jones

(Informacyjnie: @Sophie Mercer @Maya Fisher)

Główny komisariat policji w Colorado Springs

Awatar użytkownika

Wyt

1

Sil

1

Zmy

1

Cha

1

Zre

1

Int

1

Szc

0

wszystko i nic
Boli głowa

Przy sobie:

wszystko i nic
Boli głowa
33
Boli głowa
wszystko i nic
Wiesz, ja i Jacob polujemy, więc nie jest aż tak źle. To też ważna umiejętność. Jeszcze nie próbowaliśmy tego rozkręcić na jakąś większą skalę, ale kto wie. Może to jest przyszłość.
Zauważyła, a następnie wzruszyła ramionami. Raczej chodziło jej o to, że to ona poluje. Oczywiście używała do tego łuków i innych wynalazków tego typu, plus oczywiście pułapek. Emei bardzo dobrze sprawdzała się na szlaku i potrafiła wypatrzeć zwierzaki, które można było upolować, a następnie wrzucić na ruszt. No i to samo tyczyło się innych, jadalnych rzeczy z lasu. Ogólnie dobrze sprawdzała się w terenie i w takim życiu w lesie. W sumie to odnajdywała się chyba lepiej niż w mieście.
Oczy i uszy szeroko otwarte, tak. Mam nadzieję, że może też czegoś się nauczymy, co? Szczególnie, że większość szlaków w okolicy jest spalona albo zbyt niebezpieczna...
Las robił się jednak coraz trudniejszy, przetrwanie w nim nawet wcześniej było wymagające. Teraz jednak, z uwagi na wcześniejsze pożary, czasem ciężko było znaleźć w nim cokolwiek — poza tym zupełnie nie mogli się cofnąć i iść dalej na zachód, a wręcz przeciwnie, trzeba było kierować się właśnie w stronę Springs i innych miast położonych w nieco suchszej części stanu. Poza tym populacja dzikich zwierząt wystrzeliła i tak dalej...
To byłoby trudne.
Zauważyła, bo nie mieli żadnego innego środka transportu. Pewnie mogliby zwinąć jakiś samochód, ale w mieście to strach czegokolwiek ruszać, bo może być czyjeś...
Emei Bornholm.
Powiedziała dziewczyna, gdy Rowan się do nich zgłosił, a Michael przedstawił. A więc lecieli oficjalnie, z nazwiskami! Ciekawa była, czy ten drugi spyta o ID...

Gdy pojawiła się Lily, Rowan się odsunął, a Emei spojrzała na nią. Więc wyglądało na to, że jednak niektórzy tutaj idą ksywami... W porządku.

Rowan ewidentnie oddał jej wodze w tej sytuacji i pozwolił przedstawić na nowo zasady i tak dalej.
Je... Jestem tutaj, Lynx.
Powiedział chwilę po tym, jak skrył się w kącie. To prawda, zwykle się nie wychylał i nie witał nieznajomych... Nic dziwnego, że Lily mogła go przeoczyć. Nawet nic jej nie powiedział, gdy weszła do pomieszczenia.

Za to Asher lubił się rozpychać i gdy na dół zszedł mężczyzna, który wyglądał dokładnie tak samo jak Rowan (ale ten fajniejszy), to wszyscy od razu go usłyszeli:
Lily! A więc ty przeszukasz kobietę, a ja mężczyznę! Bezpieczeństwo przede wszystkim, tak, tak. Ona ma rację, skończy się to dla was źle, jeśli coś tutaj będziecie wnosić. A teraz proszę rozłożyć szeroko nogi...
Blondyn podszedł do nich, a Emei od razu zaczęła wyciągać jakąkolwiek broń na tacę przed siebie. Uśmiechnęła się lekko do mężczyzny, dodając:
Zanim nas przeszukasz, pozwól chociaż oddać fanty.
Ta dwójka raczej wyglądała na przyjaznych. Takich, którzy nie lubią problemów... Samodzielnie wyjęła toporek, który miała przy pasku, jak i nóż. Zdjęła z pleców mały łuk i też go oddała. Miała przy sobie plecak turystyczny i była gotowa dać zajrzeć do środka, jeśli trzeba.


Nie oddała za to żadnej broni palnej.
Informacja od Mistrza Gry
Kolejka: @Michael Jones @Lily Mercer

Główny komisariat policji w Colorado Springs

Awatar użytkownika

Wyt

0

Sil

0

Zmy

1

Cha

1

Zre

0

Int

1

Szc

0

– Notes i długopis
– Zapalniczka
– Leki na receptę (anxiolityki, resztki blistrów)
– Scyzoryk
– Mapa Colorado
Pełnia zdrowia

Przy sobie:

– Notes i długopis
– Zapalniczka
– Leki na receptę (anxiolityki, resztki blistrów)
– Scyzoryk
– Mapa Colorado
Pełnia zdrowia
34
Pełnia zdrowia
– Notes i długopis
– Zapalniczka
– Leki na receptę (anxiolityki, resztki blistrów)
– Scyzoryk
– Mapa Colorado
Ogromna konkurencja w postaci sztywnych, którzy czają się na każdym kroku, w tym z pewnością w lasach, raczej uniemożliwiłaby rozwinięcie takie interesu. Nie dziwił go fakt, że Jacob poluje, a dziewczyna do tej pory nie rzucała słów na wiatr, więc postanowił przyjąć ów fakt. Nie byłoby w dobrym guście kontynuować ten temat z obcymi, więc jedynie kiwnął głową na znak przyswojenia tej wiadomości.
Kiedy myślał, jak tu zagaić do Rowana sytuacja szybko się zmieniła i porzucił ten pomysł. Najwidoczniej nie był to ktoś ważny, przynajmniej jak na razie.
Lynx to z pewnością ksywka, w ostateczności mogła by pochodzić od nazwiska pomyślał. Szybko jednak jej imię zostało odsłonięte. Zauważył, że Rowan i Emei co go mniej zdziwiło, nie zastosowali się do tej lokalnej zasady, o której słyszał.
- Dzień dobry Lynx. - skierował do Lily.
- Będzie nam niezmiennie miło, jeżeli powiesz nam jak mamy się do Ciebie zwracać. - powiedział do nowoprzybyłego meżczyzny. Wolałby wiedzieć, kim jest, zwłaszcza, że w porównaniu do Rowana wydaje się być nader pewny siebie.
- Uprzedzając ewentualne wątpliwości: zarówno ja, jak i moja towarzyszka rozumiemy obowiązujące tutaj zasady i zamierzamy się do nich stosować.
Wolał to powiedzieć, choć z pewnością ich zasady, miały niejako brzmieć jak groźba, przyjął je pokornie jako zbiór reguł gry, w którą przyszło im zagrać. Nie miał nic przeciwko przeszukaniu, było to całkiem logiczne. Jedyne co zerknął na Emei, jej aresnał robił wrażenie, a jej uwaga do strażnika wydała mu się bardzo trafna.
- A skoro przechodzimy do konkretów — przybyłem, ponieważ potrzebuję pomocy medycznej. Potrzebny mi jest lekarz i to możliwie szybko; sprawa nie cierpi zwłoki. Chodzi o moją dłoń.

@Lily Mercer @Mistrz Gry Maggie

Główny komisariat policji w Colorado Springs

Awatar użytkownika

Wyt

0

Sil

0

Zmy

0

Cha

0

Zre

0

Int

3

Szc

0

- Nóż bojowy który jest jej też codziennym narzędziem pracy
- Pistolet z własnoręcznie wykonanym tłumikiem + 2 magazynki 12-nabojowe (pełne)
- Niewielki zapas amunicji (24 pociski)
- Multitool
- Latarka czołowa
- Okulary ochronne
- Trytytki
- Multimetr
- Krótkofalówka
- Śrubokręt z wymiennymi końcówkami
- Podstawowe narzędzia serwisowe
- Rękawice robocze
- Taśma izolacyjna
- Marker
- Drobne przewody, końcówki, śruby i części, które mogą się kiedyś przydać
- Plecak narzędziowy
- Pas monterski
- Czapka z daszkiem z logo białego lisa.
- Awaryjna butelka wody i dwie konserwy
Pełnia zdrowia

Przy sobie:

- Nóż bojowy który jest jej też codziennym narzędziem pracy
- Pistolet z własnoręcznie wykonanym tłumikiem + 2 magazynki 12-nabojowe (pełne)
- Niewielki zapas amunicji (24 pociski)
- Multitool
- Latarka czołowa
- Okulary ochronne
- Trytytki
- Multimetr
- Krótkofalówka
- Śrubokręt z wymiennymi końcówkami
- Podstawowe narzędzia serwisowe
- Rękawice robocze
- Taśma izolacyjna
- Marker
- Drobne przewody, końcówki, śruby i części, które mogą się kiedyś przydać
- Plecak narzędziowy
- Pas monterski
- Czapka z daszkiem z logo białego lisa.
- Awaryjna butelka wody i dwie konserwy
Pełnia zdrowia
35
Pełnia zdrowia
wszystko i nic
Lynx zerknęła najpierw na Rowana, który odezwał się z kąta, a potem na Ashera, który oczywiście musiał wejść dokładnie tak, żeby wszyscy wiedzieli, że wszedł.

- Jasne. Dzięki, Asher. - powiedziała sucho, patrząc na niego kątem oka. - Bardzo subtelnie.

Nie była zachwycona tym, że rzucił jej imieniem przy obcych. Niby nic wielkiego, większość i tak prędzej czy później je poznawała, ale wolała sama decydować, komu i kiedy podaje coś więcej niż ksywkę. Asher miał jednak talent do włażenia z butami tam, gdzie akurat nie trzeba było. Potem spojrzała na Rowana i przez moment jej wyraz twarzy złagodniał.

- I wybacz. Nie widziałam cię. Wpadłam tu jak torpeda, bo zauważyłam ich z góry.

Kiwnęła głową w stronę Michaela i Emei. Nie wyglądali groźnie. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Byli spokojni, oddawali broń bez marudzenia, a Michael rozmawiał z nimi normalnie. To pomagało. Nie wystarczało, żeby im zaufać, ale pomagało.

Lynx przyglądała się rzeczom odkładanym na tacę. Toporek. Nóż. Łuk. Scyzoryk. Całkiem ładny zestaw, zwłaszcza jak na kogoś, kto podobno przyszedł tylko po pomoc medyczną. Nie umknęło jej jednak, że Emei nie oddała żadnej broni palnej. Może po prostu jej nie miała. Może jej nie potrzebowała. A może miała coś schowane tak dobrze, że Lynx jeszcze tego nie widziała. Wolała zakładać tę trzecią opcję, dopóki nie upewni się sama.

- Dobrze. Skoro rozumiecie zasady, to pójdzie szybko. - powiedziała, tym razem trochę spokojniej. Spojrzała na Ashera, później na Emei i Michaela.

- I wyjątkowo muszę przyznać mu rację. Przeszukanie będzie. Starym sposobem, bez gwałtownych ruchów.

Jej usta drgnęły lekko, kiedy dotarło do niej, że Asher najwyraźniej sam ustawił się do przeszukania Michaela. Szczerze mówiąc, spodziewała się po nim czegoś dokładnie odwrotnego. No cóż. Jego strata, jej zysk. A Emei zdecydowanie nie była brzydka. Lynx nie pozwoliła jednak, żeby ta myśl została na jej twarzy zbyt długo. To nadal była kontrola przy wejściu, nie spotkanie towarzyskie .

- Plecaki też oddajcie przez okienko. Rowan, możesz je sprawdzić? Tylko ostrożnie. Kieszenie, boczne przegrody, dno, wszystko.

Zerknęła jeszcze raz na przybyszów i uniosła lekko dłoń, jakby chciała uprzedzić ewentualne napięcie.

- Spokojnie. Nikt tu nie grzebie w waszych rzeczach dla zabawy. Po prostu mamy swoje procedury. Dzięki nim wy nie kończycie z pistoletem przy głowie, a my nie kończymy z nożem pod żebrami. Wszyscy zadowoleni.

Dopiero wtedy jej wzrok zatrzymał się dłużej na Michaelu.

- Dłoń, tak? Rowan zaraz się tobą zajmie. Najpierw jednak przejdziemy przez wejście jak trzeba. Jeśli sprawa jest pilna, tym bardziej lepiej nie przedłużać.

Odsunęła się trochę od okienka, robiąc miejsce na podanie plecaków. Jedną rękę trzymała blisko pasa, ale nie w sposób, który miał ich specjalnie straszyć.

- Ręce widoczne, nogi trochę szerzej. Jak coś łaskocze, to trudno, przetrwacie.

Tym razem uśmiechnęła się już wyraźniej, krótko i lekko, żeby rozładować atmosferę, ale nie na tyle, by ktoś pomyślał, że zasady są tutaj dla żartu

@Mistrz Gry Maggie @Michael Jones .

Główny komisariat policji w Colorado Springs

Awatar użytkownika

Wyt

1

Sil

1

Zmy

1

Cha

1

Zre

1

Int

1

Szc

0

wszystko i nic
Boli głowa

Przy sobie:

wszystko i nic
Boli głowa
36
Boli głowa
wszystko i nic
Emei stała grzecznie, słuchając, jak to Michael załatwia główne sprawy dotyczące przedstawienia się i tak dalej. Dziewczyna tylko stała i kiwała głową, zgadzając się z jego słowami.

Rowan nieco bardziej się zainteresował, gdy Michael wspomniał na samym końcu o swojej dłoni, jednak nic nie powiedział. Tylko lekko uniósł głowę, spoglądając na mężczyznę, jakby miał rentgen w oczach. Starał się zrozumieć jego sytuację, mimo iż za moment będzie pewnie przeprowadzał wstępne oględziny...

Obecność Ashera sprawiała, że Rowan się nieco irytował. Spoglądał w jego stronę, marszcząc czoło raz na jakiś czas. Jednak nic nie powiedział, siedział cicho jak wcześniej.

Emei nadal milczała. Oddała swój dosyć spory plecak turystyczny, a podanie go Rowanowi było nieco niewygodne, bo różne paski i elementy zaczepiały się o kraty. Finalnie jednak udało się go przepchnąć! Następnie kobieta stanęła, zamknęła oczy i uniosła ręce. Starała się na moment wyjść ze swojego ciała, gdy Lily ją sprawdzała. Kobieta nie miała przy sobie żadnej innej ukrytej broni. Jej ubrania były w dosyć dobrym stanie i ogólnie wyglądała na względnie zadbaną.

Asher zaś zbliżył się do Michaela, by również go przeszukać. Ciekaw był, co tam znajdzie. Rowan zaś był gotów na odebranie jakiegokolwiek plecaka czy torby od Michaela.
Plecak czysty.
Powiedział cicho po tym, jak zajrzał do środka. Nie wyjmował jednak wszystkiego, a po prostu zrobił przegląd. Podobny do takiego, jaki robi się czasem przed wejściem na stadion lub do klubu...

@Michael Jones @Lily Mercer

Główny komisariat policji w Colorado Springs

Awatar użytkownika

Wyt

0

Sil

0

Zmy

1

Cha

1

Zre

0

Int

1

Szc

0

– Notes i długopis
– Zapalniczka
– Leki na receptę (anxiolityki, resztki blistrów)
– Scyzoryk
– Mapa Colorado
Pełnia zdrowia

Przy sobie:

– Notes i długopis
– Zapalniczka
– Leki na receptę (anxiolityki, resztki blistrów)
– Scyzoryk
– Mapa Colorado
Pełnia zdrowia
37
Pełnia zdrowia
– Notes i długopis
– Zapalniczka
– Leki na receptę (anxiolityki, resztki blistrów)
– Scyzoryk
– Mapa Colorado
Kontrola wydała się Michaelowi istnym teatrem bezpieczeństwa. Widać było, że to miejsce pogrążone jest w chaosie, który na siłę próbuje się okiełznać procedurami. Najsłabszym ogniwem pozostawał jednak człowiek. Zwykłe przejęzyczenie, chwila nieuwagi czy luźna rozmowa czasem wystarczały, by ktoś powiedział o jedno słowo za dużo. Na razie zdradzali głównie własny brak organizacji, ale Michaela ciekawiło, czy znali się wcześniej, dlaczego tak trzymają się razem i czy poza nimi jest tu jeszcze ktoś.
Szybko okazało się, że niepozorny Rowan odgrywa pierwszoplanową rolę. To on zajmował się tutaj „klientami” takimi jak Michael. Choć wiele wskazywało na to, że nie jest osobą dowodzącą, jego charakter raczej by na to nie pozwolił. Owszem, czasami doświadczenie sprawia, że wyłania się naturalny lider, jednak po zachowaniu pozostałych można było wywnioskować, że nie darzą go szczególnym szacunkiem.
Michael notował wszystko w pamięci. Lily (Lynx), Asher i doktor Rowan. Uważnie obserwował ich zachowanie, jednocześnie starając się sprawiać wrażenie możliwie uprzejmego klienta, który po prostu oczekuje na przyjęcie. W końcu właśnie nim był. Nie spuszczał też na długo wzroku z Emei. Jak dotąd nic nie budziło w nim obaw ani zastrzeżeń, jednak wolał mieć ją stale na oku. Chciał dostrzec moment, w którym zauważy potencjalne zagrożenie, i móc odpowiednio wcześnie zareagować, gdyby wydarzyło się coś niepożądanego. W gruncie rzeczy brał pod uwagę każdą ewentualność.
— Jak państwo widzą, jesteśmy słowni. Czy możemy już przejść do rzeczy?

@Lily Mercer @Mistrz Gry Maggie

Główny komisariat policji w Colorado Springs

Awatar użytkownika

Wyt

0

Sil

0

Zmy

0

Cha

0

Zre

0

Int

3

Szc

0

- Nóż bojowy który jest jej też codziennym narzędziem pracy
- Pistolet z własnoręcznie wykonanym tłumikiem + 2 magazynki 12-nabojowe (pełne)
- Niewielki zapas amunicji (24 pociski)
- Multitool
- Latarka czołowa
- Okulary ochronne
- Trytytki
- Multimetr
- Krótkofalówka
- Śrubokręt z wymiennymi końcówkami
- Podstawowe narzędzia serwisowe
- Rękawice robocze
- Taśma izolacyjna
- Marker
- Drobne przewody, końcówki, śruby i części, które mogą się kiedyś przydać
- Plecak narzędziowy
- Pas monterski
- Czapka z daszkiem z logo białego lisa.
- Awaryjna butelka wody i dwie konserwy
Pełnia zdrowia

Przy sobie:

- Nóż bojowy który jest jej też codziennym narzędziem pracy
- Pistolet z własnoręcznie wykonanym tłumikiem + 2 magazynki 12-nabojowe (pełne)
- Niewielki zapas amunicji (24 pociski)
- Multitool
- Latarka czołowa
- Okulary ochronne
- Trytytki
- Multimetr
- Krótkofalówka
- Śrubokręt z wymiennymi końcówkami
- Podstawowe narzędzia serwisowe
- Rękawice robocze
- Taśma izolacyjna
- Marker
- Drobne przewody, końcówki, śruby i części, które mogą się kiedyś przydać
- Plecak narzędziowy
- Pas monterski
- Czapka z daszkiem z logo białego lisa.
- Awaryjna butelka wody i dwie konserwy
Pełnia zdrowia
38
Pełnia zdrowia
- Nóż bojowy który jest jej też codziennym narzędziem pracy
- Pistolet z własnoręcznie wykonanym tłumikiem + 2 magazynki 12-nabojowe (pełne)
- Niewielki zapas amunicji (24 pociski)
- Multitool
- Latarka czołowa
- Okulary ochronne
- Trytytki
- Multimetr
- Krótkofalówka
- Śrubokręt z wymiennymi końcówkami
- Podstawowe narzędzia serwisowe
- Rękawice robocze
- Taśma izolacyjna
- Marker
- Drobne przewody, końcówki, śruby i części, które mogą się kiedyś przydać
- Plecak narzędziowy
- Pas monterski
- Czapka z daszkiem z logo białego lisa.
- Awaryjna butelka wody i dwie konserwy
Lynx dokończyła przeszukanie Emei sprawnie i bez zbędnego przeciągania. Nie znalazła niczego, co mogłoby ją zaniepokoić. Żadnej ukrytej broni, żadnego drobnego ostrza schowanego tam, gdzie nie powinno go być. Kobieta wyglądała na spokojną i współpracującą, a to już samo w sobie było miłą odmianą.

- Czysto. - rzuciła krótko, cofając się o krok.

Zerknęła na Rowana, kiedy ten potwierdził, że plecak również nie budzi zastrzeżeń, po czym przeniosła wzrok na Ashera. Nie musiała nic mówić. Wystarczyło spojrzenie, które jasno dawało do zrozumienia, żeby nie robił z tego przedstawienia dłuższego, niż było trzeba. Michael może i wyglądał na uprzejmego, ale Lynx widziała, że obserwuje. Nie jakoś nerwowo. Raczej uważnie, z chłodną oceną sytuacji. Nie miała mu tego za złe. Sama robiła dokładnie to samo. W tych czasach ktoś, kto wchodził do obcego miejsca i niczego nie analizował, albo był głupi, albo bardzo szybko chciał dołączyć do tych na ulicach. Na jego pytanie uniosła lekko brodę.

- Możemy.

Jej ton zrobił się mniej twardy. Otworzyła wewnętrzne zabezpieczenie dopiero wtedy, gdy wszystko było sprawdzone i odłożone tam, gdzie powinno. Broń została po ich stronie kraty. Przybysze mogli wejść dalej, ale bez swoich narzędzi. Tak było prościej dla wszystkich.

- Broń zostaje tutaj do waszego wyjścia. - wyjaśniła jeszcze, odsuwając się, żeby przepuścić ich do środka. - Dostaniecie ją z powrotem, kiedy będziecie opuszczać budynek.

Spojrzała na Michaela i wskazała ruchem głowy Rowana.

- To jest Rowan. Skoro chodzi o dłoń, to on jest osobą, której szukasz.

Potem zerknęła na samego Rowana. Nadal było jej trochę głupio, że wcześniej prawie wpadła na niego jak taran, nie zauważając, że stoi w pomieszczeniu, ale teraz nie było czasu na rozwijanie tematu.

- Pacjent do ciebie. Chyba jednak ten dzisiejszy, a nie wczorajszy. - dodała ciszej, z lekkim, krzywym uśmiechem.

Nie był to złośliwy komentarz. Bardziej próba rozładowania napięcia po całym poranku i tej ich małej pomyłce z terminem. Lynx spojrzała jeszcze raz na Emei i Michaela. Przesunęła się bliżej ściany, zostawiając Rowanowi miejsce do działania, ale nie odchodziła. Asher pewnie też nie zamierzał. W tym układzie Rowan mógł robić swoje, a ona mogła pilnować. Nie jej zadaniem już było zajmować się pacjentem, ale też nie zamierzała stać jak posąg.

- Może wody? Herbaty? - zaproponowała gościom. Warto było szanować obecnych i kto wie, może przyszłych klientów.

@Mistrz Gry Maggie @Michael Jones

Główny komisariat policji w Colorado Springs

Awatar użytkownika

Wyt

1

Sil

1

Zmy

1

Cha

1

Zre

1

Int

1

Szc

0

wszystko i nic
Boli głowa

Przy sobie:

wszystko i nic
Boli głowa
39
Boli głowa
wszystko i nic
Tak, tak. Już się przedstawiałem. Dobrze.
Powiedział i podszedł bliżej, bo teraz to on będzie grał tutaj pierwsze skrzypce, prawda? Asher też wydawał się nieco schodzić na drugi plan, bo też nikt raczej go nie słuchał i nie odpowiadał na jego zaczepki.
Zostawiam was w dobrych rękach! Mój brat to bystrzak jak mało kto!
Powiedział. Ach, jaki był to widok — nie trzeba było długo myśleć nad dynamiką tych dwóch bliźniąt, wszystko było jak na tacy i wszystko było praktycznie idealnie tak, jak powinno być w takiej przykładowej relacji. Wygadany, ekstrawertyczny brat i jajogłowy, introwertyczny brat. Można było się zastanawiać, czy są tutaj jeszcze jakieś inne, podręcznikowe przykłady...
Tak, jednak dzisiejszy pacjent... To chodź już ze mną, w porządku? Przeprowadzę wstępne badanie i tak dalej. Ty możesz zostać tutaj.
Powiedział, zwracając się do Michaela, a potem spoglądając na Emei. Nie była tutaj potrzebna, a poza tym Michael pewnie chciał odrobiny prywatności.
Mogę pójść z nim, problemu nie ma. Michael?
Spytała, bo wciąż byli w... No cóż, nie była to zwykła wizyta u lekarza, prawda? Ludzie teraz często patrzyli sobie na ręce, więc miało to sens.
Lynx, mogłabyś zrobić nam herbaty? Możemy najpierw po prostu... porozmawiać? Jeśli się czegokolwiek obawiacie. Aczkolwiek zapewniam was, że jestem raczej respektowanym lekarzem w okolicy. Nigdy nie mieliśmy żadnych kłopotów. Prawda, Lynx?
Michael mógł zauważyć, że Emei wydaje się panikować bardziej niż on... Aczkolwiek propozycja Rowana też nie była najgorsza, tak w gruncie rzeczy. Nie znali ludzi z okolicy aż tak dobrze, a wyglądało na to, że ktokolwiek, kto był w mieście, był częścią jakiejś kliki i nawet ten cały teatrzyk z wstążkami to sugerował.

@Michael Jones @Lily Mercer

Główny komisariat policji w Colorado Springs

Awatar użytkownika

Wyt

0

Sil

0

Zmy

1

Cha

1

Zre

0

Int

1

Szc

0

– Notes i długopis
– Zapalniczka
– Leki na receptę (anxiolityki, resztki blistrów)
– Scyzoryk
– Mapa Colorado
Pełnia zdrowia

Przy sobie:

– Notes i długopis
– Zapalniczka
– Leki na receptę (anxiolityki, resztki blistrów)
– Scyzoryk
– Mapa Colorado
Pełnia zdrowia
40
Pełnia zdrowia
– Notes i długopis
– Zapalniczka
– Leki na receptę (anxiolityki, resztki blistrów)
– Scyzoryk
– Mapa Colorado
Dalsze polecenia Lynx przyjął pokornie, skinąwszy jedynie głową na znak zrozumienia i akceptacji. Nie miał zamiaru wyrządzać tym ludziom żadnej krzywdy, podobnie jak nie spodziewał się nieprzyjemności z ich strony. Co prawda Asher nie przypadł mu do gustu — był niczym chodząca, tykająca bomba, usiłująca znaleźć sobie punkt zaczepienia — jednak na razie usunął się w cień swojego mniej wygadanego brata, co niezmiernie ucieszyło Michaela.

Kiedy przeszukanie dobiegło końca, Michael odetchnął w duchu z ulgą, a na jego twarzy pojawiło się wyraźne ożywienie. W końcu miał szansę dowiedzieć się czegoś więcej o tym miejscu i jego mieszkańcach, a przy okazji załatwić sprawę swojej dłoni. Dość pochopnie poczuł się tu bezpiecznie — niczym ryba w wodzie, a raczej sum pośród innych ryb. To właśnie obecność ludzi i ich skłonność do rozmowy cieszyły go najbardziej.

- Miło poznać, panie doktorze. Moja towarzyszka nie miała niczego złego na myśli. Znana jest nam pańska renoma i jesteśmy wdzięczni, że zgodził się pan nas przyjąć. - Po tych słowach przeniósł wzrok na Emei, posyłając jej uspokajające spojrzenie i delikatny, niemal niezauważalny uśmiech.

- Jeśli to nie będzie duży kłopot, Lynx, poprosilibyśmy o herbatę. - Odpowiedział Lily, tym samym przytakując propozycji Rowana. Nie pił porządnej herbaty od dawna — właściwie nie pamiętał nawet, kiedy ostatni raz pił jakąkolwiek — dlatego nie zamierzał kurtuazyjnie odmawiać. Nie leżało to w jego naturze.

- Porozmawiajmy, doktorze. Liczę na pańską pomoc i oddaję się w pańskie ręce. Być może nieco wykracza to poza przyjęte zasady, ale czułbym się swobodniej, gdyby Emei mogła zostać z nami. - Mówiąc to, odruchowo poprawił kołnierz, a chwilę później mankiet. Na moment zerknął również w stronę dziewczyny, jakby szukając w jej obecności dodatkowego oparcia lub zwyczajnie chcąc upewnić się, że wszystko jest w porządku. Nie chodziło o brak zaufania wobec gospodarzy ani obawę przed pozostaniem z nimi sam na sam — po prostu tak się wcześniej umówili, czego oczywiście nie zamierzał zdradzać.

- Muszę przyznać, że jestem pod ogromnym wrażeniem waszej organizacji. Nigdy bym nie przypuszczał, że można stworzyć coś na miarę szpitala w dawnym posterunku policji. Doktorze Rowan, chylę czoła. Wygląda na to, że zna się pan nie tylko na medycynie. - Michael mówił teraz znacznie swobodniej i pewniej siebie. Z każdą chwilą coraz bardziej odnajdywał się w rozmowie, pozwalając sobie nawet na odrobinę kurtuazyjnego uznania. Choć intuicja podpowiadała mu, że przedsięwzięcie tej skali raczej nie było wyłączną zasługą Rowana, był ciekaw, czy odpowiednio rzucona pochwała skłoni gospodarza do powiedzenia czegoś więcej o funkcjonowaniu tego miejsca i ludziach, którzy je tworzyli.

@Lily Mercer @Mistrz Gry Maggie
ODPOWIEDZ

Wróć do „MIEJSCA”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zaloguj się