Ekipa z Akademii, pomimo iż nie była specjalnie lubiana w Colorado Springs, wiedziała, jak dostać się do Akademii bez zwracania niepotrzebnej uwagi. Dróg w tamtą stronę było sporo, niektóre bardziej, a inne mniej przejezdne. Jedne niedaleko małych skupisk ludzi lub czujek, a jeszcze inne dalej. Rayne, podobnie jak inni z tamtych okolic, wiedzieli, które wybrać, by podróż przebiegła bez większych problemów.
“ To sporo osób. Nigdy nie byłam jeszcze w Akademii. Macie tam jakieś inne udogodnienia? Nigdy w sumie nie widziałam nawet Cadet's Chapel, tylko na zdjęciach! Musi być tam bardzo ładnie, szczególnie jak Akademia robi się nieco mniej zadbana, co? A może rozmontowaliście już Cadet's Chapel? ”
Zapytała Chapman i mimo wojskowej przeszłości, kiełkowało w niej coś w rodzaju dziecięcego entuzjazmu. Jej twarz zdecydowanie nie pasowała do trepa, oj nie. Zresztą, daleko jej było do prawdziwego trepa — głównie zajmowała się przecież czymś w rodzaju PR, prawda...?
“ Tak, brzmi jak sporo zabawy, jak i coś, co pewnie zainteresuje wielu z naszych. Violet musi być w swoim żywiole, prawda? To samo zresztą Elizabeth. ”
Powiedziała, nadal się uśmiechając, i spojrzała na Malcolma.
“ Cóż, w większości można ich uznać za tak zwanych wojowników, prawda? Wiedzą, jak posługiwać się bronią i żyć w dziczy. Alice jest byłą wojskową, będzie mogła pomóc z radiem i komunikacją na miejscu. Cóż, Ethan i Audrey to raczej nowe nabytki... A Lexie? Lexie to Lexie. ”
Powiedziała, zdając sobie sprawę, że w sumie to niewiele o nich wszystkich wie, a w dodatku Audrey wcale nie była na pace, tylko z Vi!
Cóż, tak czy siak, nie mieli zbyt pokaźnego portfolio. Rayne jechała w tym wozie jeszcze z aptekarzem i...
“ Jestem pułkownikiem. Olivia Chapman. James Chapman to mój ojciec, możesz go kojarzyć. Służył w US Army od bardzo, bardzo dawna. Dorobił się wysokiego stołka w wywiadzie, i to już na tym poziomie, że o nim mówiono. ”
Powiedziała. Tak, najlepsi agenci wywiadu prawdopodobnie nie byli znani nikomu, a tacy jak James Chapman byli znani wszystkim, bo wybili się na wysokie stołki i wydawali rozkazy tym lepszym od nich samych, którzy wciąż pozostawali w cieniu...
“ Mam też dwóch braci, Daniela i Michaela. Jeden z nich to Marines. Ogólnie sporo u nas w rodzinie wojskowego rygoru, jak możesz zauważyć. Ja za to zajmowałaś się akcjami humanitarnymi, dyplomacją i tak dalej. Mówię w wielu językach. ”
Powiedziała, jak na rozmowie o pracę i w sumie ani przez moment nie pomyślała, że "miała" braci. Cholera wie, gdzie są i czy żyją...
W tym samym czasie zaś, w innym wozie, Audrey mierzyła wzrokiem Vi, oceniając ją z różnych stron. Choć siedziała obok niej i mogła patrzeć tylko i wyłącznie z jednej, w jej wyobraźni działy się inne rzeczy.
“ Na wątrobie? Dziś akurat nic, bo w Zoo zapasy raczej na to nie pozwalają. ”
Powiedziała i zaśmiała się ciszej. Następnie dodała, rozciągając się nieco na fotelu obok:
“ Ale może w Akademii to się zmieni? Już tam byłaś, Vi. Powiedz mi, jak tam jest. Ciekawie, fajnie? Lepiej niż w konwoju? Lepiej niż w Zoo? ”
Przekrzywiła lekko głowę, a jej wzrok zsunął się na dłonie Vi zaciśnięte na kierownicy. Przejechała palcem po krawędzi deski rozdzielczej, sprawdzając kurz i te sprawy.
“ Bo wiesz... bezpieczne miejsce to jedno, ale nie znam tamtych ludzi. Ty wyglądasz na kogoś, kto potrafi urządzić się wszędzie, Vi. Może oprowadzisz mnie po Akademii, jak już zajedziemy do bazy? ”